„Biel zaatakowała moje oczy. Okrutna, pozbawiona skrupułów i
litości dla mojej psychiki.
Czy można bać się bieli..?
Moment. Gdzie jestem? Jeszcze przed chwilą byłem… miałem…
Co?” Potrząsnął głową, oszołomiony. Mgliście pamiętał, że ludzie mają imiona. Domy.
Pracę. Znajomych. A on był…(?). Wszędzie ta biel.
I drzwi.
„To jest wyjście, rozwiązanie. Nie ważne co tu robię! Jak w
łamigłówce dla 3-latków! Pokój i drzwi. Więc co należy zrobić?!” Wstał i ruszył
w ich stronę. „ Przecież za nimi może być trawa, słońce, przestrzeń, rośliny,
inni ludzie, ba, moje dotychczasowe życie, rodzina, cywilizacja, miasta,
marzenia, miejsca które chciałem zobaczyć, w których nie byłem, których nie
znam, nie pamiętam, w których mogą się wydarzyć rzeczy nieprzewidziane, gdzie mogą
mnie uznać za wariata i zapiąć w kaftan bezpieczeństwa, skrzywdzić… Tam może
być wszystko.” Zatrzymał się, kiedy to do niego dotarło. Stał tam chwilę, tak
blady, jakby chciał się wtopić w otoczenie i pozostać w tym zawieszeniu na
zawsze. I nagle w plątaninę myśli, które była zbyt zawiła by wyciągnąć z niej
wnioski, wkradł się intruz. „Zbyt dużo bieli. Tak jasno, za jasno. Moment.
Dlaczego..?” Zaczął się rozpaczliwie rozglądać, w poszukiwaniu choćby odrobiny
normalności czy logiki w tym dziwacznym otoczeniu. Czuł się jak wyjątkowo
ograniczony 3-latek. Było tak, jakby światło wydobywało się zewsząd. Jakby
wszystko było światłem. Ale wyjątkowo nieprzyjemnym, drażniącym. Bez
konkretnego źródła.
Nic nie miało tutaj sensu.
Światło. Ściany. Miejsce. Wyjście. Pozostanie. Drzwi. Zamknięte? Otwarte?
Padł na ziemię, bezradny i bezsilny, na granicy szaleństwa. Było wyjście…
ale go nie było. Sam nie do końca wiedząc co robi, sięgnął ku włosom. Zaczął je
rwać i szarpać, jakby to one były winne jego osobistej tragedii. Ślina spływała
mu po brodzie i kapała na idealnie białą posadzkę, pozostawiając ślady jego
bytności w obcej przestrzeni. Wrzeszczał, nie wiadomo czy z przerażenia i
wściekłości, czy w nadziei, że ktoś go usłyszy. Wreszcie do jego oczu napłynęły
łzy.
Leżał chwilę, słuchając tylko własnego oddechu. Stopniowo
docierało do niego, że wokół pełno jest krwi, włosów i śliny, urozmaicających
nieco to obojętne pomieszczenie. Nieco wyciszony, uśmiechnął się ponuro. W
jakiś dziwny sposób otoczenie stało się bardziej swojskie, bardziej… j e g o.
Wcześniej pustka była przerażająca, więc właściwie fragmenty jego własnego
ciała były miłą odmianą, czyż nie?
„Pomyślmy
logicznie. Spróbujmy się uspokoić. Jestem w pokoju, otacza mnie biel”
Nie, to nie było logiczne ani racjonalne. W jakiś
niewytłumaczalny sposób kojarzyło mu się z głupawym wierszykiem dla dzieci.
„Jestem w pokoju, otacza mnie biel”…
„Nie,
nieważne. Jeszcze raz. Wcześniej mogłem być na przykład…”
I znów pustka. Wszędzie. Kimkolwiek. Brak wspomnień. Brak
danych. Operacja „logiczne myślenie” niemożliwa do wykonania.
„A co
mam?” Rozejrzał się wokół bezradnie. „Biały pokój, a w nim drzwi – nic więcej.
Muszę to sobie uświadomić i może zacząć doceniać to co mam. To brzmi jak
szaleństwo… Ale tu NAPRAWDĘ nie ma nic innego. Ja, biały pokój, a w nim drzwi –
nic więcej.”
WIEL – KA BIA – ŁA ŚCIA – NA
„Biała. Taka czysta.” Uśmiechnął się delikatnie. „Zamknęła
mnie tu.” Ostrożnie wysunął rękę w jej stronę.
BIA – ŁA ŚCIA – NA
„Zamknęła mnie.” Przyglądał się jej. „Zadbana! Idealna!
Biała. Taka czysta.” Gdyby w tym pokoju był jednak ktoś jeszcze (na przykład kobieta; gładka
skóra; traktująca z wyższością; i głos), mógłby dostrzec w jego
oczach tę dziwną fascynację.
ŚCIA – NA
„Taka okrutna” Po chwili wahania zrobił krok w jej kierunku.
To, co go w niej kusiło, jednocześnie odpychało i przerażało. „A może właśnie
nie mogę jej za to winić.” Stał już o wiele bliżej niż na wyciągnięcie ręki.
- Jesteś ciepła.
Nie
odpowiedziała – dziwne.
- Rozumiem, że mi nie odpowiadasz.
Zaśmiał
się.
- Naprawdę rozumiem.
- Ale… Jest jeszcze coś.
Pogłaskał
ją delikatnie.
- Jesteśmy tu tylko we dwoje
Uśmiechnął
się zalotnie.
- No weź…
- Nie zgrywaj niedostępnej.
- Skoro mamy tu spędzić razem trochę czasu.
- Nawet więcej niż
trochę.
- Wszystko zależy od ciebie, w gruncie rzeczy
- Ode mnie?
- No… pokaż mi coś CIEKAWEGO.
- Ciekawego?! Ale…
- Czekam.
Jego
wzrok padł na kępy włosów i plamy krwi, łez oraz potu na podłodze.
- Zobacz!
- Co w tym niezwykłego. Widziałam już takie rzeczy.
- Nie, nie! Nie o to mi chodzi! Zobacz!
Podszedł do tych dość obrzydliwych śladów
własnej bytności. Pospiesznie rozmazał krew w niesprecyzowane wzory i obrzucił
włosami.
- No patrz!!!
- Ty chyba nie wiesz kto ja jestem.
- Ni-nie, nie! Nie chciałem…
- Ty chyba naprawdę nie zdajesz sobie spra…
- Chwila!
- Słucham?!
- A-ale poczekaj…
Ręce miał już całkiem mokre od
potu, zmieszanego z resztkami krwi i włosów. Gwałtownym ruchem wyciągnął dłoń w
jej stronę.
- Co ty wyprawiasz?!
- Ciekawie..?
Uśmiechnął
się z satysfakcją.
- Nie dotykaj mnie!
- Zadałem pytanie.
- Nie! Nie masz pojęcia co j-ja mogę..! Dostanę cię! Będę ja
i ty. Ale JA i ty!
- Niekoniecznie.
Opuścił ręce, zadowolony.
„ Dostała za swoje,
głupia szmata.”
Odwrócił
się.
Przed nim były DRZWI.
- Niekoniecznie. – powtórzył.
„Ściana!
To jest Ś C I A N A.” Ogłoszono
komunikat w jego głowie. Zamarł w bezruchu. „Przed chwilą rozmawiałem ze
ścianą. A ona mi O D P O W I A D A Ł A.”
Pamiętał to za dużo powiedziane, ale z pewnością czuł, że zdolność mówienia
posiadają tylko ludzie. „Musiałem to sobie wmówić.” Pomyślał ze strachem, ale
jakoś bał się znów na nią spojrzeć.
- Stanowczo powinienem stąd wyjść. – oznajmił na głos.
Oblał
go zimny pot, przez umysł zaś przewinęły się wszystkie powody, dla których
dotąd tego nie zrobił. A raczej jeden wielki powód, rozdrobniony na setki
malutkich.
Kaftan
bezpieczeństwa, niebezpieczeństwa, zagrożenia, krzywda, zło, śmierć i inne
atrakcje.
Czy na pewno…?
Tak.
Ściana, krew, włosy , biel. Okrutna, pozbawiona skrupułów…
„Tylko nie zaczynaj od nowa! Nieważne, co tam będzie,
WSZYSTKO jest lepsze.”
Ruszył
przed siebie, czując się jakby ktoś go obserwował (na
przykład kobieta; gładka skóra; traktująca z wyższością; i głos) i nacisnął na klamkę.
Drzwi. Zamknięte?
Otwarte?
Otwarte!
Gorąco! Koniec ściany! Wyjście, rozwiązanie! Cholera jasna! Tak!
Ale
chwila, przecież tam może być…!
Biały pokój.
Nie dowierzając,
przekroczył próg, a drzwi zatrzasnęły się za nim.
***
„Biel zaatakowała moje oczy. Okrutna, pozbawiona skrupułów i
litości dla mojej psychiki.
Czy można bać się bieli..?
Moment. Gdzie jestem? Jeszcze przed chwilą byłem… miałem…
Co?”
#FFFFFF
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz