- Ładnie pachniesz – powiedziałem
jej. - Wszystkie ładnie pachniecie; tylko dlatego nie jestem gejem.
Nie odpowiedziała, uśmiechnęła się
tylko i złapała mnie pod ramię. Uśmiechnąłem się również, bo
po prostu lubię być miłym facetem, ale od razu zacząłem się
zastanawiać, kiedy ona właściwie puści moją rękę. Czy długo
będę musiał chodzić z dziewczyną przyczepioną do ramienia...?
Ratunku, nie pachniesz AŻ TAK ładnie. Dokąd ona może iść? Gdzie
się je odkłada? Kto mógłby ją ode mnie odebrać..?
Na szczęście, kiedy mijaliśmy drzwi
do damskiej toalety, poczułem, jak dziewczyn odwija się ode mnie.
Poczułem ulgę, ale równocześnie zacząłem się zastanawiać,
jakby to było, gdybyśmy znaleźli się bliżej siebie. Nie lubiłem
jej za bardzo i nie można powiedzieć, że miałem na to ochotę,
ale sama
i d e a była warta rozważenia. Co musiałoby ją do
tego skłonić, co ona by o mnie myślała, co ja myślałbym o niej,
generalnie – dużo myślenia.
Jezu, jestem zepsuty,
wszyscy umrzemy, gdzie jest instynkt rozmnażania, przecież ja
jestem hetero zupełnie z przypadku. Panie doktorze, jestem wadliwy,
czuję to każdym atomem swojego męskiego ciała, czy mogę się
położyć o tu, na kozetce? Mógłbym stąd nie wstawać, mógłbym
opowiadać o sobie w nieskończoność, może mi pan dorysować wąsy
markerem, a potem obrysować białą kredą, a na grobie chcę napis
umarł na egocentryzm
gdyby żył, to by za sobą
tęsknił
Jezu, przyjmij go do
nieba,
zrób to dla mnie, stary
Dobra, ale to nie jest
ważne. My minęliśmy damską toaletę, ja i jedna znajoma, i jeden
znajomy, i jedna znajoma znajomego, i weszliśmy w tłum. Ludzie
tańczyli i produkowali ogromne ilości potu. Człowiek w
siedemdziesięciu procentach składa się z wody, czy oni się nie
boją, że jak się będą tak pocić, to się zużyją...? Nie
cierpię takich miejsc, sam nie wiem, co ja właściwie tam robiłem.
Denerwowały mnie te sztuczne uśmiechy, idiotyczny spływający
makijaż i jeszcze bardziej idiotyczne małe kolorowe drinki w
kieliszkach. I ludzie, którzy pili wódkę z colą. Jasne, o gustach
się nie dyskutuje, powinienem uszanować
(DŁUGA LISTA RZECZY DO USZANOWANIA)
Ale co z tego, zamierzam dyskutować, o
czymkolwiek, o gustach, zamierzam walczyć, rzucać się i gryźć
tych, których poglądy mi nie odpowiadają, dla czystej
przyjemności, zachowując komfortowe dla każdego pozory
szacunku....
(Ej, Jezusie, jednak nie
powinieneś go nigdzie wpuszczać.
Sorry za zamieszanie.)
Wracając do wódki z colą.
Albo pijesz colę, albo wódkę. To decyzja ideologiczna. Albo jesteś
księżniczką, albo pracujesz w kopalni, nie możesz tak sobie o
włazić w pantofelkach do kopalni. Albo masz dziesięć lat, albo
pięćdziesiąt, nie możesz na zmiany. Przepraszam, kochani.
- Usiądziemy tam –
krzyknęła do mnie znajoma. Nie wiem, po co, jeśli za chwilę tam
usiądziemy, to tylko mi zepsułaś niespodziankę, złotko; ale w
porządku. Kiwnąłem głową, bo, jak już mówiłem, lubię udawać
miłego faceta.
Dostałem SMS – a. Zawsze
sprawia mi to pewną przyjemność, bo często oznacza, że osoba,
która mogła zadzwonić, jednak tego nie zrobiła, ja nie muszę
odbierać, rozmawiać z nią i tak dalej. Treść jednak spodobała
mi się mniej, bo Bardzo Ważna Osoba napisała, że coś jest nie
tak – czułem, że jest smutna. Nie myślcie sobie, że zasmuciło
mnie to, że ona jest smutna; nie mamy połączonych umysłów.
Ludzie czasami są smutni – i dobrze, tak powinno być; mógłbym
być wręcz zadowolony. A jednak, ja jako posiadacz BWO powinienem
odpowiednio zareagować, sprawić, żeby poczuła się lepiej, albo
przynajmniej – nie gorzej - i takie tam – a mi to nigdy nie
wychodziło. Zawsze mówiłem coś nieodpowiedniego, nie myśląc o
tym, że to nieodpowiednie i nieprzyjemne, BWO się na mnie wkurzała,
ja w akcie samoobrony wkurzałem się na nią, i w efekcie tych
wszystkich cholernych aktów ona czuła się jeszcze gorzej, a ja
czułem, że to wszystko przeze mnie.
Dlatego wyciszyłem
telefon.
- Cześć, Piotrze; tu
Jezus. Wiesz, stoisz na tej bramce tylko dzięki znajomości ze mną;
chyba o tym wiesz. To klub mojego ojca, który, nawiasem mówiąc,
jest dosyć grubą rybą w tym świecie, bo sam go stworzył. Tak czy
inaczej, jest taki koleś. Blondyn, dosyć niski, nazywa się Aleks.
Kolczyk w jednym uchu, trochę za duży nos. Jak tutaj przyjdzie,
wywal na zbity pysk bez zadawania pytań i powiedz mu, że na samym
dole jest impreza w sam raz dla niego.
Następnie wszedłem w tłum,
starając nie myśleć o tym, jakim człowiekiem ja właściwie
jestem i jaką świetną przemowę moralizującą bym sobie strzelił,
połączoną z moralizującym strzałem w mordę, gdybym tylko nie
był sam sobą.
Kobiety, pomimo że się
pociły, nadal pachniały świetnie. Faceci pachnieli jak konie.
Niech mi ktoś powie, że nie mam wpływu na moją orientację
seksualną, błagam, niech ktoś teraz przyjdzie i mi to powie!
Seksualną, niech to słowo będzie słowem klucz. Bo pomimo moich
jakże racjonalnych, nowoczesnych poglądów związanych ze sprawami
tego całego seksu, męczyło mnie nieodparte wrażenie że zupełnie
nie mam wpływu na to, kogo kocham.
Okropnie pomyślane,
fatalnie, beznadziejnie. Nie robi mi różnicy, w jakie rejony wyślę
swoje plemniki na wycieczkę, ale już ma dla mnie znaczenie, komu
będę robił kanapki nawet wtedy, kiedy będę wkurzony i zmęczony.
Plemniki, jesteście ważniejsze ode mnie. Co gorsza, można z was
zrobić dzieci, które już w ogóle są ważniejsze od czegokolwiek.
Okropnie pomyślane,
fatalnie, beznadziejnie, zrobiłbym to zupełnie inaczej, Boże,
słyszysz? Wyzywam cię na pojedynek, kto byłby lepszym Bogiem.
Zacząłem rozmawiać z
całym mnóstwem kobiet; lubię kobiety, w pewnym sensie. Lubię je
jako hobby, no i doceniam to, że golą nogi, nogi są obszerne
terytorialnie, a one i tak je golą. Czarująca strata czasu. Piliśmy
alkohol, niszczyliśmy sobie zęby i dziąsła papierosami i różnymi
rzekomo leczniczymi roślinkami, niestety z dodatkiem tego
nieszczęsnego tytoniu, który bonusowo produkuje miażdżycę. Jedna
z moich towarzyszek była wyjątkowo miła, pojechaliśmy do niej do
domu. Okazało się, że w łóżku trzyma fioletowego, pluszowego
misia, co wydało mi się całkiem sympatyczne i trochę straciłem
ochotę na nawiązywanie przelotnej znajomości, przelotnej w sensie
przeleć – odleć, odleć - przeleć. Z drugiej strony na półce
miała mnóstwo kryminałów i romansów, co wydało mi się bardzo
przykrym połączeniem. Jeśli ktoś lubi obywa gatunki, często te
romanse mają w sobie odrobinę kryminalnej sensacyjności, kryminały
zaś odrobinę naiwnej romantyczności. A to jest jak wódka i Coca
Cola – dobre osobno, ale mieszanka jest ideologiczną zbrodnią.
Obudziłem się rano i
popatrzyłem misiowi w oczy. Wydawał się smutny. Mój wyciszony
telefon otaczała przygnębiająca aura potencjalnych nieodebranych
połączeń, dziewczyna obok spała, a świt za oknem był młody,
różowiutki i niewinny jak mały bobas.
- Nuda – powiedziałem,
ale nikt oczywiście mi nie odpowiedział. Miałem ochotę w coś
wygrać, w cokolwiek, ale wzięcie telefonu do ręki w celu
zainstalowania odmóżdżającej gierki było zbyt angażujące
emocjonalnie. Zmęczenie, znużenie, zmęczenie, znużenie, paranoja.
Miałem ochotę sobie pokrzyczeć, ale wyczuwałem, a raczej
wiedziałem, że społeczeństwo z reguły tego nie akceptuje.
JAK ŻYĆ W SPOŁECZEŃSTWIE?
KRÓTKI PORADNIK
1. Nie biegaj nago
2. Nie obrażaj ludzi tylko
dlatego, że lubią mieszać słodkie napoje z bąbelkami z gorzkimi
napojami bez bąbelków
3. Nie wrzeszcz tylko
dlatego, że akurat masz na to ochotę
4. Nie wrzeszcz
- Miłuj bliźniego swego.
Punkt piąty.
- Posłuchaj, Jezusie, już
chyba ustaliliśmy, że się jednak nie dogadamy, tak?
- Zwracasz się do mnie
„stary” pomimo to.
- Wybacz. Coś z tym zrobię.
Wstałem.
- Dziewczyno? - zwróciłem
się w kierunku kształtu, który spał obok mnie. Poruszyła się
nieznacznie.
- Aleksander? - wymruczała.
Poczułem się, jakby dała
mi w twarz. Cóż za prostacka demonstracja wyższości i przewagi.
Mogła przynajmniej udawać, że też nie pamięta mojego imienia.
- Nie – odparłem
złośliwie. - Nie jestem Aleksander i gdzie masz łazienkę?
Odkopała głowę spod
kołdry i popatrzyła na mnie, zdumiona. Jasne włosy opadały jej na
twarz. Taka rozczochrana przypominała trochę jakieś zwierzątko
wyglądające z kryjówki. Ładny kobiecy zapach, którym wcześniej
emanowała, trochę się ulotnił. Albo może ja go przytłumiłem
brzydkim męskim zapachem, nie wiem.
- Jesteś – odpowiedziała
zdziwiona. - Wyjdziesz z sypialni i w prawo... ale może mógłbyś...
Wyszedłem. Czułem się
naprawdę urażony. Pierwsze primo pamiętała moje imię, drugie
primo przyznała się do tego, a trzecie nadal primo próbowała mi
wcisnąć, że się nazywam tak, jak się nazywam. Nie znoszę takich
ludzi. Co mogło dziać się w jej głowie? Pewnie jedna wielka
kotłująca się mieszanina słodkiej Coca – Coli i bardzo
brutalnych kryminalnych wątków. Obrzydliwe, wyżerające białko,
okrutne, irytujące.
Wszedłem do zastawionego
kosmetykami pomieszczenia. Więc tak to robią. W ten sposób
produkują zapach.
Zacząłem przyglądać się
temu, co stało na półkach. Krem do stóp, krem do twarzy na dzień,
krem do rąk, nawilżający. Szampon zwykły i szampon suchy, odżywka
do włosów i odżywka do włosów bez spłukiwania. Mydło i żel
pod prysznic, żel z dodatkiem algi morskiej i aloesu, mydło
malinowe. Perfumy. Dezodorant, który nie zostawia plam na czarnym i
białym. Szminka, fluid, podkład, puder, kredka do oczu i pomada do
brwi. Doskonała kolekcja.
Opłukałem twarz wodą i
popatrzyłem na siebie w lustrze. Tej ostatniej czynności szczerze
nie znoszę. Zawsze zaczynam się wtedy zastanawiać, na kogo
właściwie patrzę i zawsze dochodzę do jakichś wniosków, do
których nie lubię dochodzić.
Użyłem kilku jej
kosmetyków, bo właściwie czemu i nie, to nie będzie dla niej
żadna większa strata – i tak mnie już nigdy w życiu nie
zobaczy. Która właściwie mogła być godzina?
Wyszedłem z łazienki
trochę odświeżony.
- Aleks? - zawołała
dziewczyna (jestem pewien, że pamiętałbym jej imię, gdyby tylko
mnie tak nie rozproszyła tym, że ona pamiętała moje).
- Nie rozmawiaj ze mną –
odkrzyknąłem. - To bez sensu!
Stała w sypialni, ubrana w
skąpą piżamkę. Moje oświadczenie sprawiło, że jej usta ułożyły
się w literkę „o”.
- Nie znamy się, nie lubimy
się, nie potrzebujemy się – wyrecytowałem poważnie, jakby to
były założenia jakiegoś dziwnego zakonu. - Na zewnątrz świeci
słońce. Wyjście z twojego mieszkania to nieporównywalnie lepsza
opcja, niż branie kolejnej dawki niezręczności.
- Przesadzasz trochę –
powiedziała ona. Nie byłem pewien, co dokładnie ma na myśli.
Założyłem kurtkę i buty.
- No to cześć! -
zawołałem. Ona wyglądała, jakby dalej nie całkiem rozumiała, co
się dzieje. Poczułem ulgę; najwyraźniej nie zamierzała naciskać
na jakiekolwiek dalsze kontakty.
Zszedłem schodami w dół,
wyszedłem z klatki schodowej, a moja ulga rosła w miarę oddalania
się od mieszkania bezimiennej. Kiedy byłem już kilka ulic dalej,
prysnęła zupełnie, ustępując miejsca absolutnemu znużeniu i
frustracji. To były moje uczucia bazowe, mój stan neutralny, moje
ustawienia domyślne. Słońce grzało wręcz odrobinę za mocno.
Przyroda robiła to, co zawsze – wiecie, latające ptaszki, drzewa
z liśćmi i te sprawy. Włożyłem w uszy słuchawki.
- Cześć, Jezu, wiem, że
tam na dole to konkurencyjny klub, ale może mimo wszystko zabawa
jest lepsza niż tutaj?
Szedłem szybko, by móc
zwolnić kroku podczas mijania budki z tanim żarciem. Krzykliwe
plakaty, okropne zdjęcia tłustych frytek, a w menu tylko i
wyłącznie dania mogące przyprawić o cukrzycę, nadciśnienie i
cholesterol. Czy ja wziąłem od tamtej dziewczyny telefon? To
znaczy: mój telefon?
Kiedy tylko przyszło mi na
myśl, że mógłbym musieć tam wrócić z tak głupiego powodu,
przeszedł mnie dreszcz. Naprawdę. Romantyczny dramatyczny zimny
dreszcz w ciepły dzień.
Mój wzrok padł ponownie
na budę z fast foodem.
Aleksander, musimy rozważyć
pewną kwestię.
Czy zamierzasz się zabić?
Zginąć w wypadku? Przypadkiem spłonąć żywcem? Jeśli tak, to
kiedy?
Bo jeśli tak. Jeśli tak,
to możesz teraz zjeść hamburgera. Dodałem notatkę w telefonie z
opisem „Dzisiaj umieram” po czym śmiałym, pewnym krokiem
ruszyłem po moją dawkę zwierzęcego tłuszczu, konserwantów,
ulepszaczy smaku, barwników, aromatów i całej reszty szalenie
szkodliwej chemii.