niedziela, 15 października 2017

Procesy niszczenia białka

- Ładnie pachniesz – powiedziałem jej. - Wszystkie ładnie pachniecie; tylko dlatego nie jestem gejem.
     Nie odpowiedziała, uśmiechnęła się tylko i złapała mnie pod ramię. Uśmiechnąłem się również, bo po prostu lubię być miłym facetem, ale od razu zacząłem się zastanawiać, kiedy ona właściwie puści moją rękę. Czy długo będę musiał chodzić z dziewczyną przyczepioną do ramienia...? Ratunku, nie pachniesz AŻ TAK ładnie. Dokąd ona może iść? Gdzie się je odkłada? Kto mógłby ją ode mnie odebrać..?
     Na szczęście, kiedy mijaliśmy drzwi do damskiej toalety, poczułem, jak dziewczyn odwija się ode mnie. Poczułem ulgę, ale równocześnie zacząłem się zastanawiać, jakby to było, gdybyśmy znaleźli się bliżej siebie. Nie lubiłem jej za bardzo i nie można powiedzieć, że miałem na to ochotę, ale sama 
i d e a była warta rozważenia. Co musiałoby ją do tego skłonić, co ona by o mnie myślała, co ja myślałbym o niej, generalnie – dużo myślenia.
      Jezu, jestem zepsuty, wszyscy umrzemy, gdzie jest instynkt rozmnażania, przecież ja jestem hetero zupełnie z przypadku. Panie doktorze, jestem wadliwy, czuję to każdym atomem swojego męskiego ciała, czy mogę się położyć o tu, na kozetce? Mógłbym stąd nie wstawać, mógłbym opowiadać o sobie w nieskończoność, może mi pan dorysować wąsy markerem, a potem obrysować białą kredą, a na grobie chcę napis


umarł na egocentryzm
gdyby żył, to by za sobą tęsknił
Jezu, przyjmij go do nieba,
zrób to dla mnie, stary


    Dobra, ale to nie jest ważne. My minęliśmy damską toaletę, ja i jedna znajoma, i jeden znajomy, i jedna znajoma znajomego, i weszliśmy w tłum. Ludzie tańczyli i produkowali ogromne ilości potu. Człowiek w siedemdziesięciu procentach składa się z wody, czy oni się nie boją, że jak się będą tak pocić, to się zużyją...? Nie cierpię takich miejsc, sam nie wiem, co ja właściwie tam robiłem. Denerwowały mnie te sztuczne uśmiechy, idiotyczny spływający makijaż i jeszcze bardziej idiotyczne małe kolorowe drinki w kieliszkach. I ludzie, którzy pili wódkę z colą. Jasne, o gustach się nie dyskutuje, powinienem uszanować


(DŁUGA LISTA RZECZY DO USZANOWANIA)

Ale co z tego, zamierzam dyskutować, o czymkolwiek, o gustach, zamierzam walczyć, rzucać się i gryźć tych, których poglądy mi nie odpowiadają, dla czystej przyjemności, zachowując komfortowe dla każdego pozory szacunku....


(Ej, Jezusie, jednak nie powinieneś go nigdzie wpuszczać.
Sorry za zamieszanie.)


    Wracając do wódki z colą. Albo pijesz colę, albo wódkę. To decyzja ideologiczna. Albo jesteś księżniczką, albo pracujesz w kopalni, nie możesz tak sobie o włazić w pantofelkach do kopalni. Albo masz dziesięć lat, albo pięćdziesiąt, nie możesz na zmiany. Przepraszam, kochani.
    - Usiądziemy tam – krzyknęła do mnie znajoma. Nie wiem, po co, jeśli za chwilę tam usiądziemy, to tylko mi zepsułaś niespodziankę, złotko; ale w porządku. Kiwnąłem głową, bo, jak już mówiłem, lubię udawać miłego faceta.
     Dostałem SMS – a. Zawsze sprawia mi to pewną przyjemność, bo często oznacza, że osoba, która mogła zadzwonić, jednak tego nie zrobiła, ja nie muszę odbierać, rozmawiać z nią i tak dalej. Treść jednak spodobała mi się mniej, bo Bardzo Ważna Osoba napisała, że coś jest nie tak – czułem, że jest smutna. Nie myślcie sobie, że zasmuciło mnie to, że ona jest smutna; nie mamy połączonych umysłów. Ludzie czasami są smutni – i dobrze, tak powinno być; mógłbym być wręcz zadowolony. A jednak, ja jako posiadacz BWO powinienem odpowiednio zareagować, sprawić, żeby poczuła się lepiej, albo przynajmniej – nie gorzej - i takie tam – a mi to nigdy nie wychodziło. Zawsze mówiłem coś nieodpowiedniego, nie myśląc o tym, że to nieodpowiednie i nieprzyjemne, BWO się na mnie wkurzała, ja w akcie samoobrony wkurzałem się na nią, i w efekcie tych wszystkich cholernych aktów ona czuła się jeszcze gorzej, a ja czułem, że to wszystko przeze mnie.
Dlatego wyciszyłem telefon.

- Cześć, Piotrze; tu Jezus. Wiesz, stoisz na tej bramce tylko dzięki znajomości ze mną; chyba o tym wiesz. To klub mojego ojca, który, nawiasem mówiąc, jest dosyć grubą rybą w tym świecie, bo sam go stworzył. Tak czy inaczej, jest taki koleś. Blondyn, dosyć niski, nazywa się Aleks. Kolczyk w jednym uchu, trochę za duży nos. Jak tutaj przyjdzie, wywal na zbity pysk bez zadawania pytań i powiedz mu, że na samym dole jest impreza w sam raz dla niego.

    Następnie wszedłem w tłum, starając nie myśleć o tym, jakim człowiekiem ja właściwie jestem i jaką świetną przemowę moralizującą bym sobie strzelił, połączoną z moralizującym strzałem w mordę, gdybym tylko nie był sam sobą.
Kobiety, pomimo że się pociły, nadal pachniały świetnie. Faceci pachnieli jak konie. Niech mi ktoś powie, że nie mam wpływu na moją orientację seksualną, błagam, niech ktoś teraz przyjdzie i mi to powie! Seksualną, niech to słowo będzie słowem klucz. Bo pomimo moich jakże racjonalnych, nowoczesnych poglądów związanych ze sprawami tego całego seksu, męczyło mnie nieodparte wrażenie że zupełnie nie mam wpływu na to, kogo kocham.
     Okropnie pomyślane, fatalnie, beznadziejnie. Nie robi mi różnicy, w jakie rejony wyślę swoje plemniki na wycieczkę, ale już ma dla mnie znaczenie, komu będę robił kanapki nawet wtedy, kiedy będę wkurzony i zmęczony. Plemniki, jesteście ważniejsze ode mnie. Co gorsza, można z was zrobić dzieci, które już w ogóle są ważniejsze od czegokolwiek.
     Okropnie pomyślane, fatalnie, beznadziejnie, zrobiłbym to zupełnie inaczej, Boże, słyszysz? Wyzywam cię na pojedynek, kto byłby lepszym Bogiem.
Zacząłem rozmawiać z całym mnóstwem kobiet; lubię kobiety, w pewnym sensie. Lubię je jako hobby, no i doceniam to, że golą nogi, nogi są obszerne terytorialnie, a one i tak je golą. Czarująca strata czasu. Piliśmy alkohol, niszczyliśmy sobie zęby i dziąsła papierosami i różnymi rzekomo leczniczymi roślinkami, niestety z dodatkiem tego nieszczęsnego tytoniu, który bonusowo produkuje miażdżycę. Jedna z moich towarzyszek była wyjątkowo miła, pojechaliśmy do niej do domu. Okazało się, że w łóżku trzyma fioletowego, pluszowego misia, co wydało mi się całkiem sympatyczne i trochę straciłem ochotę na nawiązywanie przelotnej znajomości, przelotnej w sensie przeleć – odleć, odleć - przeleć. Z drugiej strony na półce miała mnóstwo kryminałów i romansów, co wydało mi się bardzo przykrym połączeniem. Jeśli ktoś lubi obywa gatunki, często te romanse mają w sobie odrobinę kryminalnej sensacyjności, kryminały zaś odrobinę naiwnej romantyczności. A to jest jak wódka i Coca Cola – dobre osobno, ale mieszanka jest ideologiczną zbrodnią.
     Obudziłem się rano i popatrzyłem misiowi w oczy. Wydawał się smutny. Mój wyciszony telefon otaczała przygnębiająca aura potencjalnych nieodebranych połączeń, dziewczyna obok spała, a świt za oknem był młody, różowiutki i niewinny jak mały bobas.
- Nuda – powiedziałem, ale nikt oczywiście mi nie odpowiedział. Miałem ochotę w coś wygrać, w cokolwiek, ale wzięcie telefonu do ręki w celu zainstalowania odmóżdżającej gierki było zbyt angażujące emocjonalnie. Zmęczenie, znużenie, zmęczenie, znużenie, paranoja. Miałem ochotę sobie pokrzyczeć, ale wyczuwałem, a raczej wiedziałem, że społeczeństwo z reguły tego nie akceptuje.

JAK ŻYĆ W SPOŁECZEŃSTWIE? KRÓTKI PORADNIK

1. Nie biegaj nago
2. Nie obrażaj ludzi tylko dlatego, że lubią mieszać słodkie napoje z bąbelkami z gorzkimi napojami bez bąbelków
3. Nie wrzeszcz tylko dlatego, że akurat masz na to ochotę
4. Nie wrzeszcz

- Miłuj bliźniego swego. Punkt piąty.
- Posłuchaj, Jezusie, już chyba ustaliliśmy, że się jednak nie dogadamy, tak?
- Zwracasz się do mnie „stary” pomimo to.
- Wybacz. Coś z tym zrobię.

Wstałem.
- Dziewczyno? - zwróciłem się w kierunku kształtu, który spał obok mnie. Poruszyła się nieznacznie.
- Aleksander? - wymruczała.
Poczułem się, jakby dała mi w twarz. Cóż za prostacka demonstracja wyższości i przewagi. Mogła przynajmniej udawać, że też nie pamięta mojego imienia.
- Nie – odparłem złośliwie. - Nie jestem Aleksander i gdzie masz łazienkę?
Odkopała głowę spod kołdry i popatrzyła na mnie, zdumiona. Jasne włosy opadały jej na twarz. Taka rozczochrana przypominała trochę jakieś zwierzątko wyglądające z kryjówki. Ładny kobiecy zapach, którym wcześniej emanowała, trochę się ulotnił. Albo może ja go przytłumiłem brzydkim męskim zapachem, nie wiem.
- Jesteś – odpowiedziała zdziwiona. - Wyjdziesz z sypialni i w prawo... ale może mógłbyś...
     Wyszedłem. Czułem się naprawdę urażony. Pierwsze primo pamiętała moje imię, drugie primo przyznała się do tego, a trzecie nadal primo próbowała mi wcisnąć, że się nazywam tak, jak się nazywam. Nie znoszę takich ludzi. Co mogło dziać się w jej głowie? Pewnie jedna wielka kotłująca się mieszanina słodkiej Coca – Coli i bardzo brutalnych kryminalnych wątków. Obrzydliwe, wyżerające białko, okrutne, irytujące.
     Wszedłem do zastawionego kosmetykami pomieszczenia. Więc tak to robią. W ten sposób produkują zapach.
      Zacząłem przyglądać się temu, co stało na półkach. Krem do stóp, krem do twarzy na dzień, krem do rąk, nawilżający. Szampon zwykły i szampon suchy, odżywka do włosów i odżywka do włosów bez spłukiwania. Mydło i żel pod prysznic, żel z dodatkiem algi morskiej i aloesu, mydło malinowe. Perfumy. Dezodorant, który nie zostawia plam na czarnym i białym. Szminka, fluid, podkład, puder, kredka do oczu i pomada do brwi. Doskonała kolekcja.
     Opłukałem twarz wodą i popatrzyłem na siebie w lustrze. Tej ostatniej czynności szczerze nie znoszę. Zawsze zaczynam się wtedy zastanawiać, na kogo właściwie patrzę i zawsze dochodzę do jakichś wniosków, do których nie lubię dochodzić.
     Użyłem kilku jej kosmetyków, bo właściwie czemu i nie, to nie będzie dla niej żadna większa strata – i tak mnie już nigdy w życiu nie zobaczy. Która właściwie mogła być godzina?
Wyszedłem z łazienki trochę odświeżony.
- Aleks? - zawołała dziewczyna (jestem pewien, że pamiętałbym jej imię, gdyby tylko mnie tak nie rozproszyła tym, że ona pamiętała moje).
- Nie rozmawiaj ze mną – odkrzyknąłem. - To bez sensu!
Stała w sypialni, ubrana w skąpą piżamkę. Moje oświadczenie sprawiło, że jej usta ułożyły się w literkę „o”.
- Nie znamy się, nie lubimy się, nie potrzebujemy się – wyrecytowałem poważnie, jakby to były założenia jakiegoś dziwnego zakonu. - Na zewnątrz świeci słońce. Wyjście z twojego mieszkania to nieporównywalnie lepsza opcja, niż branie kolejnej dawki niezręczności.
- Przesadzasz trochę – powiedziała ona. Nie byłem pewien, co dokładnie ma na myśli. Założyłem kurtkę i buty.
- No to cześć! - zawołałem. Ona wyglądała, jakby dalej nie całkiem rozumiała, co się dzieje. Poczułem ulgę; najwyraźniej nie zamierzała naciskać na jakiekolwiek dalsze kontakty.
Zszedłem schodami w dół, wyszedłem z klatki schodowej, a moja ulga rosła w miarę oddalania się od mieszkania bezimiennej. Kiedy byłem już kilka ulic dalej, prysnęła zupełnie, ustępując miejsca absolutnemu znużeniu i frustracji. To były moje uczucia bazowe, mój stan neutralny, moje ustawienia domyślne. Słońce grzało wręcz odrobinę za mocno. Przyroda robiła to, co zawsze – wiecie, latające ptaszki, drzewa z liśćmi i te sprawy. Włożyłem w uszy słuchawki.


- Cześć, Jezu, wiem, że tam na dole to konkurencyjny klub, ale może mimo wszystko zabawa jest lepsza niż tutaj?


Szedłem szybko, by móc zwolnić kroku podczas mijania budki z tanim żarciem. Krzykliwe plakaty, okropne zdjęcia tłustych frytek, a w menu tylko i wyłącznie dania mogące przyprawić o cukrzycę, nadciśnienie i cholesterol. Czy ja wziąłem od tamtej dziewczyny telefon? To znaczy: mój telefon?
Kiedy tylko przyszło mi na myśl, że mógłbym musieć tam wrócić z tak głupiego powodu, przeszedł mnie dreszcz. Naprawdę. Romantyczny dramatyczny zimny dreszcz w ciepły dzień.
     Mój wzrok padł ponownie na budę z fast foodem.
Aleksander, musimy rozważyć pewną kwestię.
Czy zamierzasz się zabić? Zginąć w wypadku? Przypadkiem spłonąć żywcem? Jeśli tak, to kiedy?
Bo jeśli tak. Jeśli tak, to możesz teraz zjeść hamburgera. Dodałem notatkę w telefonie z opisem „Dzisiaj umieram” po czym śmiałym, pewnym krokiem ruszyłem po moją dawkę zwierzęcego tłuszczu, konserwantów, ulepszaczy smaku, barwników, aromatów i całej reszty szalenie szkodliwej chemii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz