Kobieta nie miała
najmniejszej ochoty gadać o dżumie. Wręcz ulotniła się, gdy
tylko temat się pojawił. Obecnie Młodszy, który miał już
naprawdę serdecznie dosyć tej całej afery z niezabijaniem, szedł
ciemniejącą uliczką wraz z lekko chwiejącym się Jake'em. Dookoła
pełno było barów, pubów, klubów i knajp, z których nierzadko
dochodziła głośna, nieskomplikowana muzyka, bądź też pijackie
przyśpiewki. Nieliczni ludzie, podobnie jak oni, opuszczali już te
przybytki i albo usiłowali zamówić taksówkę, albo wlekli się
wraz z nimi uliczką. Niektóre latarnie powoli zaczynały się
zapalać, neony stopniowo stawały się coraz bardziej widoczne.
- Dokąd idziemy? - zapytał
Śmierć ze zmęczeniem.
- Ja wracam do domu. -
oznajmił Jake.
„Czy powinienem go nadal
pilnować?”, zastanowił się Młodszy. „To podobno bardzo ważne.
Chyba lepiej będzie, jak zostanę na posterunku”.
Westchnął, przypominając
sobie tego nieszczęsnego Karola, którego nie udało mu się
zgarnąć, i Starszy się wściekł. „Taak, chyba lepiej zostanę”
- pomyślał Młodszy niechętnie.
- No to jutro też się
spotkajmy. - zaproponował bez entuzjazmu.
- To jest pomysł –
ucieszył się Jake. - Ty jednak jesteś w porządku, chociaż po
wyglądzie bym nie pomyślał!
- Trzymaj to – nakazała
dziewczynka, rzucając Śmierci S. w objęcia stertę luźnych,
kolorowych ubrań z kadzidełkowego sklepu. Ten westchnął, ale nic
nie powiedział, pamiętając, że ona jest kimś ważnym.
- Robi się późno –
wtrącił wreszcie niepewnie.
- To ty się przyczepiłeś.
- Ja zawsze czyham na każdym
kroku. - odparł z zadowoleniem Śmierć i uśmiechnął się.
Przerwała grzebanie w
tandetnych, różnobarwnych ozdobach.
- Jesteś jakimś stalkerem?
- zapytała. - Po co to robisz?
- Po co...? - zawahał się.
- No, bo... hm, kocham to. I nie nadaję się do niczego innego.
- O Boże. - jęknęła
dziewczyna. Śmierć już przywykł do tego, jakie robi wrażenie.
- No cóż. - odparł
skromnie. Miał jednak świadomość, że nie jest tu po to, by
pomagać w zakupach, dobrze by było si,ę dowiedzieć, co takiego
niezwykłego jest w tej młodej.
- Słuchaj, czym ty się
właściwie zajmujesz na co dzień? - zapytał.
- Ale dlaczego to robisz?! -
zapytała histerycznie, jakby nie dotarło.
- Już mówiłem. -
odpowiedział Śmierć niecierpliwie. - Po prostu muszę.
Tamta wytrzeszczyła oczy,
odłożyła trzymane w rękach barwne szmatki, po czym wybiegła ze
sklepu.
- Co ty wyprawiasz! -
wykrzyknął Śmierć. Odłożył trzymane w dłoniach ubrania byle
gdzie i już chciał ruszyć za nią, kiedy zatrzymał go damski
głos.
- Przepraszam, proszę pana,
ale należy odłożyć na miejsce rzeczy, które się wzięło, bądź
je kupić.
Sprzedawczyni. Do licha.
- Słuchaj, i tak dostaniesz
zawału za jakieś trzydzieści dwa lata. - Odparł lekceważąco. -
Nie ma co robić scen o te parę szmatek.
- Słucham?
- Przeglądałem papiery
szefa. Dajże spokój. - wyjaśnił, ruszając do wyjścia.
Szatynka jednak zdążyła
zniknąć w tłumie.
Starszy naturalnie zmuszony
był popędzić za nią, rozpychając się między ludźmi
„Gdyby to tak wszystko
sprzątnąć, cholera” - pomyślał z niesmakiem. - „O właśnie,
cholera. Za pomocą cholery. Moja druga ulubienica po dżumie.”
Jednak szef byłby zły za
taka akcję. Wkurzał się nawet za zbyt niskie statystyki przyrostu
naturalnego, a przecież dobry pracownik, to wydajny pracownik.
A teraz wszyscy ponosili
tego konsekwencje. Dziewczyna zniknęła gdzieś w świecie pełnym
niebezpieczeństw. Zrozpaczony (a zarazem nieco triumfujący) Śmierć
znalazł ustronną kawiarnię z salą dla palaczy i przyglądał się,
jak jego zwolennicy rozkoszują się tytoniem. Zdecydowanie
potrzebował odpoczynku.
Nie dane mu jednak było
zbyt długo oddawać się rozrywce. Po chwili (czyli około kilku
godzinach, z perspektywy Śmierci) rozległ się marsz żałobny.
Straszy zaklął cicho i zaczął szperać w zakamarkach czarnej
szaty.
- Halo?
- Starszy, umówiłem się
na jutro z mordercą. - odezwał się głos Młodszego.
- Pracoholik. - uznał z
aprobatą jego mentor.
- Nie, nie, TYM mordercą,
naszym mordercą. Eee, jest dość dziwny. Pilnujesz tej dziewczyny?
Masz jakieś informacje od szefa, kiedy nas ktoś zmieni czy coś?
- Nie.
- Lepiej go nie denerwować,
co? Jeszcze się wkurzy i odwali jakiś potop, nie?
- Jesteś zbyt gadatliwy.
Jak odbierasz czyjąś duszę, też najpierw opowiadasz jej
anegdotki?
- Nie, oni zawsze tylko
pytają: „gdzie jestem”, „czy umarłem” i takie tam. Jak
próbuję sobie pogadać, to robią wielkie oczy. Więc po prostu idę
z nimi do tego metra, wiesz. Zawsze tak się ekscytują tym sposobem
transportu, wiesz, światełko w tunelu i w ogóle! Jakby na ziemi
tego nie było! Dobra, ale masz tą dziewczynę?
- Nie.
- Nie?! A co jak ją zabiją?
- To trudno.
- Trudno?! Szef im ześle,
nie wiem, lek na nieśmiertelność, jak się rozzłości!
- Nie przesadzaj. - w głosie
starszego dało się usłyszeć lekkie nutki paniki. - To ten
morderca jest zagrożeniem.
- Na świecie jest mnóstwo
zagrożeń! Cholera, Śmierć!
- Poprawna kolejność.
I wtedy do Starszego
przyszedł SMS.
„Sorki, chłopaki,
pomyliłem się. Mamy w szeregach kilku sabotażystów, którzy
złośliwie mi przekładają papiery, ale w zamian obiecali wywołać
dla was wojnę, znają się na tym. Co wy na to...?”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz