sobota, 8 października 2016

Śmierć Straszy, Śmierć Młodszy - część 3

Kobieta nie miała najmniejszej ochoty gadać o dżumie. Wręcz ulotniła się, gdy tylko temat się pojawił. Obecnie Młodszy, który miał już naprawdę serdecznie dosyć tej całej afery z niezabijaniem, szedł ciemniejącą uliczką wraz z lekko chwiejącym się Jake'em. Dookoła pełno było barów, pubów, klubów i knajp, z których nierzadko dochodziła głośna, nieskomplikowana muzyka, bądź też pijackie przyśpiewki. Nieliczni ludzie, podobnie jak oni, opuszczali już te przybytki i albo usiłowali zamówić taksówkę, albo wlekli się wraz z nimi uliczką. Niektóre latarnie powoli zaczynały się zapalać, neony stopniowo stawały się coraz bardziej widoczne.
- Dokąd idziemy? - zapytał Śmierć ze zmęczeniem.
- Ja wracam do domu. - oznajmił Jake.
„Czy powinienem go nadal pilnować?”, zastanowił się Młodszy. „To podobno bardzo ważne. Chyba lepiej będzie, jak zostanę na posterunku”.
Westchnął, przypominając sobie tego nieszczęsnego Karola, którego nie udało mu się zgarnąć, i Starszy się wściekł. „Taak, chyba lepiej zostanę” - pomyślał Młodszy niechętnie.
- No to jutro też się spotkajmy. - zaproponował bez entuzjazmu.
- To jest pomysł – ucieszył się Jake. - Ty jednak jesteś w porządku, chociaż po wyglądzie bym nie pomyślał!




- Trzymaj to – nakazała dziewczynka, rzucając Śmierci S. w objęcia stertę luźnych, kolorowych ubrań z kadzidełkowego sklepu. Ten westchnął, ale nic nie powiedział, pamiętając, że ona jest kimś ważnym.
- Robi się późno – wtrącił wreszcie niepewnie.
- To ty się przyczepiłeś.
- Ja zawsze czyham na każdym kroku. - odparł z zadowoleniem Śmierć i uśmiechnął się.
Przerwała grzebanie w tandetnych, różnobarwnych ozdobach.
- Jesteś jakimś stalkerem? - zapytała. - Po co to robisz?
- Po co...? - zawahał się. - No, bo... hm, kocham to. I nie nadaję się do niczego innego.
- O Boże. - jęknęła dziewczyna. Śmierć już przywykł do tego, jakie robi wrażenie.
- No cóż. - odparł skromnie. Miał jednak świadomość, że nie jest tu po to, by pomagać w zakupach, dobrze by było si,ę dowiedzieć, co takiego niezwykłego jest w tej młodej.
- Słuchaj, czym ty się właściwie zajmujesz na co dzień? - zapytał.
- Ale dlaczego to robisz?! -  zapytała histerycznie, jakby nie dotarło.
- Już mówiłem. - odpowiedział Śmierć niecierpliwie. - Po prostu muszę.
Tamta wytrzeszczyła oczy, odłożyła trzymane w rękach barwne szmatki, po czym wybiegła ze sklepu.
- Co ty wyprawiasz! - wykrzyknął Śmierć. Odłożył trzymane w dłoniach ubrania byle gdzie i już chciał ruszyć za nią, kiedy zatrzymał go damski głos.
- Przepraszam, proszę pana, ale należy odłożyć na miejsce rzeczy, które się wzięło, bądź je kupić.
Sprzedawczyni. Do licha.
- Słuchaj, i tak dostaniesz zawału za jakieś trzydzieści dwa lata. - Odparł lekceważąco. - Nie ma co robić scen o te parę szmatek.
- Słucham?
- Przeglądałem papiery szefa. Dajże spokój. - wyjaśnił, ruszając do wyjścia.
Szatynka jednak zdążyła zniknąć w tłumie.
Starszy naturalnie zmuszony był popędzić za nią, rozpychając się między ludźmi
„Gdyby to tak wszystko sprzątnąć, cholera” - pomyślał z niesmakiem. - „O właśnie, cholera. Za pomocą cholery. Moja druga ulubienica po dżumie.”
Jednak szef byłby zły za taka akcję. Wkurzał się nawet za zbyt niskie statystyki przyrostu naturalnego, a przecież dobry pracownik, to wydajny pracownik.
A teraz wszyscy ponosili tego konsekwencje. Dziewczyna zniknęła gdzieś w świecie pełnym niebezpieczeństw. Zrozpaczony (a zarazem nieco triumfujący) Śmierć znalazł ustronną kawiarnię z salą dla palaczy i przyglądał się, jak jego zwolennicy rozkoszują się tytoniem. Zdecydowanie potrzebował odpoczynku.
Nie dane mu jednak było zbyt długo oddawać się rozrywce. Po chwili (czyli około kilku godzinach, z perspektywy Śmierci) rozległ się marsz żałobny. Straszy zaklął cicho i zaczął szperać w zakamarkach czarnej szaty.
- Halo?
- Starszy, umówiłem się na jutro z mordercą. - odezwał się głos Młodszego.
- Pracoholik. - uznał z aprobatą jego mentor.
- Nie, nie, TYM mordercą, naszym mordercą. Eee, jest dość dziwny. Pilnujesz tej dziewczyny? Masz jakieś informacje od szefa, kiedy nas ktoś zmieni czy coś?
- Nie.
- Lepiej go nie denerwować, co? Jeszcze się wkurzy i odwali jakiś potop, nie?
- Jesteś zbyt gadatliwy. Jak odbierasz czyjąś duszę, też najpierw opowiadasz jej anegdotki?
- Nie, oni zawsze tylko pytają: „gdzie jestem”, „czy umarłem” i takie tam. Jak próbuję sobie pogadać, to robią wielkie oczy. Więc po prostu idę z nimi do tego metra, wiesz. Zawsze tak się ekscytują tym sposobem transportu, wiesz, światełko w tunelu i w ogóle! Jakby na ziemi tego nie było! Dobra, ale masz tą dziewczynę?
- Nie.
- Nie?! A co jak ją zabiją?
- To trudno.
- Trudno?! Szef im ześle, nie wiem, lek na nieśmiertelność, jak się rozzłości!
- Nie przesadzaj. - w głosie starszego dało się usłyszeć lekkie nutki paniki. - To ten morderca jest zagrożeniem.
- Na świecie jest mnóstwo zagrożeń! Cholera, Śmierć!
- Poprawna kolejność.
I wtedy do Starszego przyszedł SMS.
„Sorki, chłopaki, pomyliłem się. Mamy w szeregach kilku sabotażystów, którzy złośliwie mi przekładają papiery, ale w zamian obiecali wywołać dla was wojnę, znają się na tym. Co wy na to...?”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz