czwartek, 20 października 2016

Dekadenci - część 6

Czas stopniowo zaczyna stanowić jedną wielką, połączoną masę. Nie mam pojęcia, dlaczego – być może to kwestia przyjmowanych przeze mnie leków, być może pojęcia czasu znika wraz z całym światem? Nie wiem. Tak czy inaczej, pory roku to coś, co raczej już się rozmyło i zlało w jedno wielkie losowanie – jednego dnia pada, następnego świeci słońce, kolejnego panuje mróz. Rozregulowały się prawa rządzące wszechświatem.
Dzień i noc również nie są już tak ważne, tak... symboliczne. Słyszałem kiedyś o teorii głoszącej, iż tym, co odróżnia ludzi od zwierząt nie jest zdolność do wyższych uczuć czy wysoko rozwinięta cywilizacja, a właśnie umiejętność używania symboli. Jeśli tak, to staliśmy się od niedawna bardziej zwierzętami. Noc i dzień nie posiadają już tradycyjnie przypisanych znaczeń, wszystkie horrory są nieco dezorientujące. Jest ciemno...? I co z tego...?
Więc kiedy Coralie o 02.33 staje nad moim łóżkiem, jestem znacznie mniej wystraszony czy zdumiony niż normalnie. Po prostu otwieram powoli oczy, czując, ze ktoś na mnie patrzy, a zarazem budząc się z jednego snu do drugiego, i widzę nad sobą moją córkę.
- Jak możesz go lubić. - oznajmia twardo.
- Co lubić...? – mamroczę sennie, siadając. Wyciągam do niej ramiona, sądząc, że być może coś jej się przyśniło, ale ona je ignoruje. Na swój sposób mnie to zaskakuje. Kiedy dzieci czegoś nie chcą, przeważnie albo dynamicznie to okazują, na przykład odpychając od siebie, albo nie zwracają uwagi o wiele bardziej demonstracyjnie, na przykład odwracając głowę. Mimika mojej córki jednak wcale się nie zmienia; nadal patrzy na mnie z wściekłością.
- Jak możesz go lubić! - krzyczy. - Nie jestem głupia! Czekałeś na niego!
Jakoś przerażają mnie jej słowa. Cisza, która zapada po jej wypowiedzi, aż dźwięczy w uszach.
„Niebawem nie będzie pojęcia cisza” - myślę, lecz nie jest to do końca moja myśl. Jest jakby starsza, spokojniejsza, przepełniona niszczycielską satysfakcją. - „Nie będzie ludzi. Nie będzie świata. Nie będzie dźwięków. Nie będzie ciszy”.
Przechodzi mnie dreszcz.
- Mówisz o... końcu świata? - pytam, nie rozumiejąc do końca, skąd ona to wie.
- Przecież słyszę, o czym mówicie, ty głupku! - wrzeszczy. - I rozumiem! Nic mi nie powiedziałeś, tylko czekałeś, aż wszystko umrze!
Spoglądam na moją małą, słodką córeczkę z rozczochranymi włosami jakby nieco inaczej niż zwykle. Jest mniej moja. Ale nie czuję się, jakby ktoś mi ją zabrał. Jest... swoja. Jest wściekła. I ma rację.
- Coralie – mamroczę. - Ja... bardzo cię przepraszam. Nie wiedziałem, jak mam...Od kogo usłyszałaś...
- Czekałeś. - powtarza to słowo. Nie jest jeszcze zbyt elokwentna, zbyt wcześnie na to, ale jej mowa ciała mówi o wiele więcej. Mówi „Nie umiałeś się cieszyć. Nikogo nie kochasz. Zmarnowałeś mnóstwo czasu.”.
-Coralie... - mamroczę bezsilnie. Ona nie zachowuje się jak dziecko, które można by teraz zwyczajnie uspokoić. Ona mówi mądrze i świadomie.
I wychodzi.
- Poczekaj! - wołam, wychodząc za nią. Po drodze biorę do ręki pudełko z lekarstwami; lubię je trzymać w dłoni i odpędzać myśli w rodzaju „już dziś nie zasnę”.
Mała maszeruje do kuchni. Staje na palcach, wyjmuje szklankę. Białe światło księżyca oświetla jej różową piżamkę. Nalewa wody z dzbanka.
- Wiem, co masz w ręku – informuje, a mnie na chwilę zatyka.
- S – słucham? - jąkam się.
- Tabletki. Nie wolno brać tyle tabletek. - oznajmia i upija łyk wody, niczym filmowy mięśniak w filmowym barze, który właśnie udowodnił swoją rację.
- Nie znoszę cię. - dodaje.
Mój mózg robi zdjęcie tej sytuacji i koduje je gdzieś głęboko w pamięci. Księżyc, noc, piżama.
„Nie znoszę cię”.
I to tak obojętnie. Dzieci nie mówią w taki sposób!
„Chyba, że dzieci, które właśnie przeżywają koniec świata” - oznajmia chłodno tamten głos w moich myślach.
- Coralie... - powtarzam, obracając pudełko w spoconej dłoni. Nie rozumiem, co się dzieje.
„Tak jak i ona, przez ciebie”. „Cicho bądź”.
I wtedy słyszmy kroki na korytarzu. Na chwilę drętwieję, a potem przypominam sobie o istnieniu Eliahna i Julie.
I to właśnie ona, we własnej osobie.
- Co się dzieje? - pyta sennie, stając w drzwiach, Musiała nas usłyszeć.
- Nie cierpię taty – mówi Coralie stanowczo. Oczy jej błyszczą; jest wściekła czy płacze...? Być może jedno i drugie. Chciałbym ją objąć, ale chyba utraciłem stanowisko przytulającego. - Jest okropny.
- Jest. - przyznaje Julie, marszcząc brwi. - Ale przynajmniej masz tatę.
- Ty nie?
- Nie.
- Chciałabyś, żeby on był twoim tatą?
Julie spogląda na mnie uważnie. Cała ta sytuacja wydaje się jakąś dziwaczną halucynacją.
- Niekoniecznie tatą. - mówi.
Podchodzi do mnie szybkim krokiem i gwałtownie całuje.
- Co... - zdążam wydusić, zanim moją głowę zaleje szereg myśli.
Usta... żona Eliahna... To nie w porządku... Lepsza od mamy Coralie... Facet miał szczęście... Język... Tak nie można!
- Co ty...! - bełkoczę.
- Ciii, bo on się obudzi. - mówi Julie. - A ja go nadal kocham. Ale ciebie również. Z okazji końca wszystkiego, uznałam, że powinieneś wiedzieć.

9 komentarzy:

  1. Nie wiem dlaczego, ale twój blog przypomina mi trochę coś kryminalistycznego :) dlatego zostaje na dłużej! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam tego typu posty, czas który pogrążony jest podczas czytania, nie jest czasem staraconym, wpis trzyma w napięciu do ostatniej chwili i nagle jest rozczarowanie bo się zakończył.. Z niecierpliwością czekam na dalszą część
    Buziaki Kochana.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam tego typu posty, czas który pogrążony jest podczas czytania, nie jest czasem staraconym, wpis trzyma w napięciu do ostatniej chwili i nagle jest rozczarowanie bo się zakończył.. Z niecierpliwością czekam na dalszą część
    Buziaki Kochana.

    OdpowiedzUsuń
  4. Super post! Bardzo spodobał mi sie wyglad bloga

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetnie! Czekam na kolejne części :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo fajnie się czyta. Obserwuję!! Bedze zaglądać często :) widze że mam dużo zaległości.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo fajnie napisane :) Czekam na dalsze losy :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny wygląd bloga, pozdrawiam :)
    Zuzik-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja przepraszam, ale tu czytelnicy czekają na kolejną część.

    OdpowiedzUsuń