Obydwie ubrane były teoretycznie
inaczej, a jednak różnice te nie dawały się zapamiętać
przypadkowemu przechodniowi. Obie miały szorty, zwykłe koszulki z
krótkim rękawem i niewielką ilość bezpretensjonalnej, taniej
biżuterii, z rodzaju tych, jaka kupuje się przeważnie na
wakacjach. Włosy jednej z nich – wyższej i nieco słabiej
opalonej – były obcięte na krótko, druga natomiast zaplotła
swoje w warkocz.
Dziewczyny milczały już od jakiegoś
czasu, jedynie obserwując dziwacznie długie cienie, słabo widoczne
postacie ludzi w oknach otaczających je bloków, oraz zabijając
komary. Ta z warkoczem trzymała w dłoni papierosa, którego paliła
wyraźnie bez większej przyjemności.
- Słuchaj – odezwała się nagle
krótkowłosa – Wiesz, co chciałabym zrobić?
- Teraz? - upewniła się obojętnie
jej koleżanka.
- Nie, nie – zaprotestowała tamta
żywo – Ogólnie. Bardzo, bardzo ogólnie. W przyszłości. Pewnie
mi się nie uda.
„Zagrać w filmie” - pomyślała
niższa. - „Wszyscy chcą zagrać w filmie...”
- Założyć fabrykę dywanów. -
oznajmiła zdecydowanie krótkowłosa i wyciągnęła rękę po
papierosa.
Ta z warkoczem uniosła brwi i
zakaszlała.
- Aida... - zaczęła i nie miała
pomysłu, jak skończyć.
- Tak, wiem co chcesz powiedzieć. -
zbagatelizowała tamta, oglądając trzymanego w palcach papierosa ze
wszystkich stron, lecz nie zbliżając go do ust. - A właściwie, że
nie wiesz co powiedzieć. Ja wiem, że to nie są żadne realne
plany, ja wiem, że raczej powinno się myśleć, że się chce iść
do liceum albo technikum, czy coś w tym stylu. Że na medycynę jest
sześćdziesięcioro chętnych na jedno miejsce, i niektórzy już
teraz postanowili, że to waśnie oni się na nie dostaną. Że po
dziennikarstwie i filozofii nie ma pracy. Choćbyś był najbardziej
zajebistym filozofem, i tak najczęstszej stawianym przez ciebie
pytaniem po studiach prędzej będzie „co podać” niż „być
albo nie być”. Wiem o tym wszystkim. Straszne są problemy z
pracą, z dobrą pracą, z przyjemną pracą, z byciem spawaczem z
powołania, z pieniędzmi i tak dalej.
Aida oddała koleżance papierosa, nie
zapaliwszy.
- Ale wiesz co naprawdę, naprawdę
chciałabym robić, Lena? - spytała i zaraz sama sobie
odpowiedziała: - Żeby była taka pora, nie w znaczeniu godziny,
tylko bardziej pogody, jak teraz. Ja bym włożyła do uszu słuchawki
i poszła do fryzjera. Ścięłabym włosy tak krótko, jak to
możliwe, i do tego pofarbowała na mocno różowy. Fryzjerka byłaby
trochę znudzona, bo chciałaby już iść do domu, a ja przecież
nie byłabym żadną celebrytką, czy kimś, że mogłaby się
cieszyć, że zajmuje się moimi włosami.
Przerwała na chwilę, dając
przetworzyć to wszystko nieco oszołomionej Lenie. Komary bzyczały
denerwująco, wreszcie jeden z odważniejszych wybił się z chmary i
przyssał do nogi dziewczyny z warkoczem. Ta obserwowała go przez
chwilę, myśląc o tym, że komarzyce potrzebują krwi, żeby mieć
małe komarzątka, po czym jakby się otrząsnęła i zgniotła go
gwałtownym plaśnięciem.
- Właśnie. - ciągnęła po namyśle
Aida. - I wtedy bym poszła do salonu meblowego. Lubię salony
meblowe. Przyjemnie by pachniało, a ja dotykałabym różnych
rodzajów tkanin – kanap, foteli, łóżek, bel materiału.
Dotarłabym do dywanów. Tak. Patrzyłabym na nie, głaskała – i
myślała sobie, że to MOJE dywany. Ja odpowiadam za ich powstanie,
ja zatrudniłam ludzi do ich produkcji. Jestem za nie odpowiedzialna.
Ale nikt dookoła o tym nie wie. N i k t. Nie jestem sławna z ich
powodu, nikt, poza mną, się nimi za bardzo nie zachwyca, chociaż
to dobre dywany. Ludzie wokół czasem patrzą w moim kierunku, ale
bardzo przelotnie – są głównie skupieni na wyborze dywanu,
MOJEGO dywanu, ale o tym nie wiedzą. Spokojnie wybierają któryś z
tych pięknych wzorów, i takim sposobem moje – moje, moje, moje –
moje dywany trafiają do całkiem mi nieznanego domu. Ludzie czasem
się o nie kłócą, czasem kłócą się na nich, czasem dzieją się
na nich rzeczy, o których ja sama nie mam pojęcia, więcej, rzeczy,
w które być może nawet bym nie uwierzyła. I to jest cudowne.
- Może... może masz gorączkę? -
odezwała się wreszcie Lena, będąca w stanie zdobyć się na
jedynie taki komentarz.
Aida zaśmiała się swobodnie.
- Kiedy ludzie tak reagują, to mnie
tylko utwierdza w przekonaniu. W skrócie, można by powiedzieć po
prostu: dlaczego by nie przefarbować włosów i nie założyć
fabryki dywanów...?
Gdyby na miejscu Leny
siedział ktoś nieco bardziej inteligentny, mógłby pomyśleć, że
to jakaś subtelna forma buntu przeciwko narzuconym normom. Gdyby był
to ktoś jeszcze trochę bardziej inteligentny, z miejsca odrzuciłby
ten pomysł, patrząc na rozluźnioną pozę Aidy i słuchając jej
neutralnego tonu głosu.
Lecz Lena była tylko i
wyłącznie Leną.
- Jesteś pewna, że dobrze
się czujesz?- upewniła się.
Aida znów się zaśmiała.
- Wiesz co, jesteś przemiła
na swój głupiutki sposób. - Oznajmiła i zeskoczyła z trzepaka. -
Muszę lecieć. Do jutra.
Oddaliła się,
pozostawiając za sobą długi cień i oszołomioną, niepewną, czy
aby nie powinna się obrazić, Lenę.
***
Aida szła w dół słabo
oświetloną ulicą, czując pod nogami obutymi w trampki każdy
kamyczek. Minęła zapuszczony dom z ogrodem pełnym upiornych gnomów
ogrodowych, chwiejącego się żula pod płotem. Boisko, na którym
mali, brudni chłopcy wciąż grali w piłkę. Wreszcie skręciła w
długą, cienką, i ciemną niczym przełyk uliczkę, i wtedy
dostrzegła przed sobą myszkę, bardzo dużą, białą – a co
ciekawsze, naprawdę elegancką. Gryzoń bowiem miał na sobie szyty
na miarę garnitur, oraz rękawiczki.
- Hej! - zawołała, nie
czując jednak przesadnego zdumienia. - Nigdy nie widziałam myszy w
garniturze.
- To już widziałaś -
odpowiedziała mysz ze zniecierpliwieniem . - Poza tym, wszyscy
ludzie mnie oglądają co najmniej raz w życiu.
- O niczym takim nigdy nie
słyszałam. - zdziwiła się Aida.
- Tak, to logiczne: nikt nie
może ci o tym opowiedzieć. - mysz wykonała finezyjny ukłon i
zniknęła, a Aida nagle poczuła na swoim nadgarstku silną, ciężką
dłoń. Krzyknęła.
- Nie rób! - zawołała,
niczym mała dziewczynka do denerwującego brata.
Może jej się wydawało, a
może nastąpiła chwila wahania, jakby napastnik myślał o
komarzycach, lecz otrząsnął się.
Niebawem Aida biegła
ulicą. W brzuchu miała zimno, wyraźnie słyszała dźwięki.
Chodnik barwił się delikatnie, tylko dlaczego? Jednak, w końcu
kolory to tylko gra świateł, a światła przecież nie są groźne.
Więc ten też nie jest groźny. Taki ciemny.
`Czerwony. Tylko dlaczego
to wszystko tak bolało...?
Niebawem przyszła mysz.
***
- Dobra, ale co w tym
wszystkim niepokojącego? - pyta szczupła dziewczyna, siedząca na
trzepaku, ziewając. Zaciąga się dymem z e - papierosa. Ma na sobie
podarte dżinsy i koszulkę z logo jakiejś marki, oraz sportowe
buty. Druga wygląda niby to inaczej, a jednak są nie do
odróżnienia.
- No... - druga, niepaląca,
nie bardzo wie, co powiedzieć.
- To historia z jakiejś
książki, tak? - upewnia się ta pierwsza.
Jej towarzyszka w
zamyśleniu bawi się warkoczem.
- Taak. Ale to nie miało
być straszne, czy coś takiego. Mnie to po prostu niepokoi.
- No, taa. Bo sytuacja
podobna, to się zaniepokoiłaś. Siedziały, jak my teraz. -
oznajmia z przekonaniem szczupła i zaciąga się dymem. - Normalne.
„Nie całkiem o to
chodzi”, myśli tamta, ale boi się podpaść koleżance.
„Właściwie, zupełnie nie o to. Tylko że teraz nie wiem, czy
można tak po prostu rzucić wszystko, pofarbować włosy i założyć
fabrykę dywanów...”
- Pewnie masz rację. -
przytakuje.
- Ja idę do liceum. -
dodaje dziewczyna bez warkocza. Milczą, wpatrując się w dziwacznie
długie cienie i słabo widoczne postacie ludzkie w oknach
otaczających bloków. Pachnie sprayem na komary.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz