piątek, 6 maja 2016

Godzina 19.00

Było około godziny dziewiętnastej. Słońce zachodziło powoli, wydłużając cienie do granic możliwości. Pachniało trawą, wiatrem i miętową gumą do żucia, dookoła zaś krążyły armie komarów, przypuszczając regularnie ataki na odsłonięte nogi dwóch około czternastoletnich dziewczyn, siedzących na trzepaku.


Obydwie ubrane były teoretycznie inaczej, a jednak różnice te nie dawały się zapamiętać przypadkowemu przechodniowi. Obie miały szorty, zwykłe koszulki z krótkim rękawem i niewielką ilość bezpretensjonalnej, taniej biżuterii, z rodzaju tych, jaka kupuje się przeważnie na wakacjach. Włosy jednej z nich – wyższej i nieco słabiej opalonej – były obcięte na krótko, druga natomiast zaplotła swoje w warkocz.
Dziewczyny milczały już od jakiegoś czasu, jedynie obserwując dziwacznie długie cienie, słabo widoczne postacie ludzi w oknach otaczających je bloków, oraz zabijając komary. Ta z warkoczem trzymała w dłoni papierosa, którego paliła wyraźnie bez większej przyjemności.
- Słuchaj – odezwała się nagle krótkowłosa – Wiesz, co chciałabym zrobić?
- Teraz? - upewniła się obojętnie jej koleżanka.
- Nie, nie – zaprotestowała tamta żywo – Ogólnie. Bardzo, bardzo ogólnie. W przyszłości. Pewnie mi się nie uda.
„Zagrać w filmie” - pomyślała niższa. - „Wszyscy chcą zagrać w filmie...”
- Założyć fabrykę dywanów. - oznajmiła zdecydowanie krótkowłosa i wyciągnęła rękę po papierosa.
Ta z warkoczem uniosła brwi i zakaszlała.
- Aida... - zaczęła i nie miała pomysłu, jak skończyć.
- Tak, wiem co chcesz powiedzieć. - zbagatelizowała tamta, oglądając trzymanego w palcach papierosa ze wszystkich stron, lecz nie zbliżając go do ust. - A właściwie, że nie wiesz co powiedzieć. Ja wiem, że to nie są żadne realne plany, ja wiem, że raczej powinno się myśleć, że się chce iść do liceum albo technikum, czy coś w tym stylu. Że na medycynę jest sześćdziesięcioro chętnych na jedno miejsce, i niektórzy już teraz postanowili, że to waśnie oni się na nie dostaną. Że po dziennikarstwie i filozofii nie ma pracy. Choćbyś był najbardziej zajebistym filozofem, i tak najczęstszej stawianym przez ciebie pytaniem po studiach prędzej będzie „co podać” niż „być albo nie być”. Wiem o tym wszystkim. Straszne są problemy z pracą, z dobrą pracą, z przyjemną pracą, z byciem spawaczem z powołania, z pieniędzmi i tak dalej.
Aida oddała koleżance papierosa, nie zapaliwszy.
- Ale wiesz co naprawdę, naprawdę chciałabym robić, Lena? - spytała i zaraz sama sobie odpowiedziała: - Żeby była taka pora, nie w znaczeniu godziny, tylko bardziej pogody, jak teraz. Ja bym włożyła do uszu słuchawki i poszła do fryzjera. Ścięłabym włosy tak krótko, jak to możliwe, i do tego pofarbowała na mocno różowy. Fryzjerka byłaby trochę znudzona, bo chciałaby już iść do domu, a ja przecież nie byłabym żadną celebrytką, czy kimś, że mogłaby się cieszyć, że zajmuje się moimi włosami.
Przerwała na chwilę, dając przetworzyć to wszystko nieco oszołomionej Lenie. Komary bzyczały denerwująco, wreszcie jeden z odważniejszych wybił się z chmary i przyssał do nogi dziewczyny z warkoczem. Ta obserwowała go przez chwilę, myśląc o tym, że komarzyce potrzebują krwi, żeby mieć małe komarzątka, po czym jakby się otrząsnęła i zgniotła go gwałtownym plaśnięciem.
- Właśnie. - ciągnęła po namyśle Aida. - I wtedy bym poszła do salonu meblowego. Lubię salony meblowe. Przyjemnie by pachniało, a ja dotykałabym różnych rodzajów tkanin – kanap, foteli, łóżek, bel materiału. Dotarłabym do dywanów. Tak. Patrzyłabym na nie, głaskała – i myślała sobie, że to MOJE dywany. Ja odpowiadam za ich powstanie, ja zatrudniłam ludzi do ich produkcji. Jestem za nie odpowiedzialna. Ale nikt dookoła o tym nie wie. N i k t. Nie jestem sławna z ich powodu, nikt, poza mną, się nimi za bardzo nie zachwyca, chociaż to dobre dywany. Ludzie wokół czasem patrzą w moim kierunku, ale bardzo przelotnie – są głównie skupieni na wyborze dywanu, MOJEGO dywanu, ale o tym nie wiedzą. Spokojnie wybierają któryś z tych pięknych wzorów, i takim sposobem moje – moje, moje, moje – moje dywany trafiają do całkiem mi nieznanego domu. Ludzie czasem się o nie kłócą, czasem kłócą się na nich, czasem dzieją się na nich rzeczy, o których ja sama nie mam pojęcia, więcej, rzeczy, w które być może nawet bym nie uwierzyła. I to jest cudowne.
- Może... może masz gorączkę? - odezwała się wreszcie Lena, będąca w stanie zdobyć się na jedynie taki komentarz.
Aida zaśmiała się swobodnie.
- Kiedy ludzie tak reagują, to mnie tylko utwierdza w przekonaniu. W skrócie, można by powiedzieć po prostu: dlaczego by nie przefarbować włosów i nie założyć fabryki dywanów...?
Gdyby na miejscu Leny siedział ktoś nieco bardziej inteligentny, mógłby pomyśleć, że to jakaś subtelna forma buntu przeciwko narzuconym normom. Gdyby był to ktoś jeszcze trochę bardziej inteligentny, z miejsca odrzuciłby ten pomysł, patrząc na rozluźnioną pozę Aidy i słuchając jej neutralnego tonu głosu.
Lecz Lena była tylko i wyłącznie Leną.
- Jesteś pewna, że dobrze się czujesz?- upewniła się.
Aida znów się zaśmiała.
- Wiesz co, jesteś przemiła na swój głupiutki sposób. - Oznajmiła i zeskoczyła z trzepaka. - Muszę lecieć. Do jutra.
Oddaliła się, pozostawiając za sobą długi cień i oszołomioną, niepewną, czy aby nie powinna się obrazić, Lenę.

***

Aida szła w dół słabo oświetloną ulicą, czując pod nogami obutymi w trampki każdy kamyczek. Minęła zapuszczony dom z ogrodem pełnym upiornych gnomów ogrodowych, chwiejącego się żula pod płotem. Boisko, na którym mali, brudni chłopcy wciąż grali w piłkę. Wreszcie skręciła w długą, cienką, i ciemną niczym przełyk uliczkę, i wtedy dostrzegła przed sobą myszkę, bardzo dużą, białą – a co ciekawsze, naprawdę elegancką. Gryzoń bowiem miał na sobie szyty na miarę garnitur, oraz rękawiczki.
- Hej! - zawołała, nie czując jednak przesadnego zdumienia. - Nigdy nie widziałam myszy w garniturze.
- To już widziałaś - odpowiedziała mysz ze zniecierpliwieniem . - Poza tym, wszyscy ludzie mnie oglądają co najmniej raz w życiu.
- O niczym takim nigdy nie słyszałam. - zdziwiła się Aida.
- Tak, to logiczne: nikt nie może ci o tym opowiedzieć. - mysz wykonała finezyjny ukłon i zniknęła, a Aida nagle poczuła na swoim nadgarstku silną, ciężką dłoń. Krzyknęła.
- Nie rób! - zawołała, niczym mała dziewczynka do denerwującego brata.
Może jej się wydawało, a może nastąpiła chwila wahania, jakby napastnik myślał o komarzycach, lecz otrząsnął się.
Niebawem Aida biegła ulicą. W brzuchu miała zimno, wyraźnie słyszała dźwięki. Chodnik barwił się delikatnie, tylko dlaczego? Jednak, w końcu kolory to tylko gra świateł, a światła przecież nie są groźne. Więc ten też nie jest groźny. Taki ciemny.
`Czerwony. Tylko dlaczego to wszystko tak bolało...?
Niebawem przyszła mysz.

***

- Dobra, ale co w tym wszystkim niepokojącego? - pyta szczupła dziewczyna, siedząca na trzepaku, ziewając. Zaciąga się dymem z e - papierosa. Ma na sobie podarte dżinsy i koszulkę z logo jakiejś marki, oraz sportowe buty. Druga wygląda niby to inaczej, a jednak są nie do odróżnienia.
- No... - druga, niepaląca, nie bardzo wie, co powiedzieć.
- To historia z jakiejś książki, tak? - upewnia się ta pierwsza.
Jej towarzyszka w zamyśleniu bawi się warkoczem.
- Taak. Ale to nie miało być straszne, czy coś takiego. Mnie to po prostu niepokoi.
- No, taa. Bo sytuacja podobna, to się zaniepokoiłaś. Siedziały, jak my teraz. - oznajmia z przekonaniem szczupła i zaciąga się dymem. - Normalne.
„Nie całkiem o to chodzi”, myśli tamta, ale boi się podpaść koleżance. „Właściwie, zupełnie nie o to. Tylko że teraz nie wiem, czy można tak po prostu rzucić wszystko, pofarbować włosy i założyć fabrykę dywanów...”
- Pewnie masz rację. - przytakuje.
- Ja idę do liceum. - dodaje dziewczyna bez warkocza. Milczą, wpatrując się w dziwacznie długie cienie i słabo widoczne postacie ludzkie w oknach otaczających bloków. Pachnie sprayem na komary.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz