poniedziałek, 5 września 2016

Dekadenci - część 5

Eliahn i Julie właściwie póki co u nas mieszkają. Rytuałem stało się już wspólne, wieczorne oglądanie wiadomości, czego dawniej nie robiliśmy właściwie nigdy. Co wieczór informacje są praktycznie identyczne: coraz dziwniejsza pogoda, martwe zwierzęta, wysychające zbiorniki wodne przy niskich temperaturach, mnóstwo różnych hipotez typu ufo, ruch Antyquo, ludzie zapewniający, że przewidzieli to o wiele, wiele wcześniej niż wszyscy inni.
Niektórzy spotkali osoby takie, jak Bajarz. Mądre, przewidujące. Ciekawe, czy użyły tych samych słów, albo podobnych...?
„To nieuniknione”, powiedział mi Bajarz. „Najwyraźniej Bogowie uważają, że to dobre rozwiązanie. Wiem o tym już od dawna, lecz ludzie sądzą, że to bajki” - uśmiechnął się wtedy z zadowoleniem. - „Faktycznie, jestem dość dobry w wymyślaniu historii. Może mała chciałaby posłuchać...?”
„Ale co to za wydarzenie?!” - wykrzyknąłem wówczas.
„Och, koniec świata. Znasz historię o wielogłowym smoku z rozdwojeniem jaźni...?” - odrzekł wówczas zwyczajnie, zwracając się do Coralie. Eliahn gapił się na niego szeroko otwartymi oczami, ja jednak wiedziałem, że ten człowiek ani nie kłamie, ani nie oszalał.
Oczywiście, w telewizji i radiu pojawia się też mnóstwo reklam schronów i pomysłów na ratunek. „Użyj tego, będziesz bezpieczny!” „Schowaj się tu, to będzie dobrze” „Zadzwoń, tylko my wiemy, co tak naprawdę się dzieje”. My naturalnie zdajemy sobie sprawę, że to wszystko bujdy.
- Naprawdę, to cię cieszyło? - pyta mnie raz po raz zszokowany Eliahn. Nie wiem, co mu odpowiedzieć. Całkowity koniec całego świata, wielkie zniszczenie, totalne, totalne usunięcie absolutnie, dosłownie wszystkiego – ma w sobie coś uspokajająco – fascynującego, czyż nie? Żeby to zrozumieć, po prostu trzeba uświadomić sobie, że ginie DOSŁOWNIE CAŁKOWICIE wszystko. To trochę jak ulga dla samobójcy.
Staram się nie myśleć o tym, że ginie też Eliahn, Coralie... nawet niezniszczalna, wiecznie wkurzająca pani Eyre.
Moje uczucia jednak trochę się zmieniają, bliżej właściwej katastrofy, i wcale mi się to nie podoba. Chyba odezwał się instynkt samozachowawczy. Zaczynam zastanawiać się, jak dokładnie nasz koniec będzie wyglądał, i czy na pewno nie da się go uniknąć. Z tego wszystkiego wracam do leków, i zaczynam mnóstwo palić – co mi tam, przecież i tak zbyt długo nie pożyję.
Za to Julie ma co do tego wszystkiego bardzo mieszane uczucia. Raz rozpacza, raz zamyka się w sobie i milczy, raz twierdzi, że trzeba się cieszyć tym, co nam zostało, raz wmawia wszystkim, że to bzdury. Kiedyś, kiedy oboje nie mogliśmy spać w nocy (stopniowo potrzebowałem coraz większej ilości leków) bez słowa usiedliśmy razem na balkonie i zaczęliśmy palić, pijąc zieloną herbatę. Nie wiem, jak długo tam siedzieliśmy, ale rozmawialiśmy tylko raz. Podsumowaliśmy trafnie, zwięźle i na temat obecną sytuację.
- W niezłe gówno wdepnęliśmy. - zauważyłem.
- No. - zgodziła się.
Następnego dnia jednak, kiedy wokół zwiędły już prawie wszystkie rośliny, a drzewa potraciły liście (Najgorsze w tym wszystkim było to, że Coralie płakała z powodu jej ukochanego kwiatka o imieniu Herbert) Julie zyskuje nową porcję energii. Wychodzi gdzieś, a gdy wraca, rzuca o stół kuchenny znaczną ilością broszurek.
- Wielu ekspertów uważa, że „koniec świata” to za dużo powiedziane. - oznajmia.
Eliahn śmieje się niepewnie.
- Taa, ludzie stanowczo przesadzają z tym końcem świata, to tylko jedna mała planeta. - mówi.
- Nie w tym rzecz. - oznajmia jego żona stanowczo.
- Świetnie! - mówię ironicznie. - Schowamy się w jakimś bunkrze odpornym na koniec świata, a gdy wyjdziemy, będzie po sprawie, ledwo zauważymy. No, może oprócz tego, że niczego nie będzie!
- Przestań. - oznajmia Julie. - Obniżasz morale, a to nie brzmi wcale bez sensu, nie..? O, na przykład to... latające kapsuły kosmiczne, które po zakończeniu całego Wydarzenia opadaną z powrotem... - czyta coraz ciszej i wolniej.
- Wierzysz w to co mówisz? - pytam.
- Nie, to totalne bzdury. - odpowiada. - Kurwa! - uderza dłonią o stół. - Problem w tym, że ja nie wyrażałam zgody na żaden pieprzony koniec świata, zwłaszcza w marcu!
Milkniemy. Ja wyczekuję Wydarzenia z niecierpliwością, Eliahn jest załamany, Julie dla odmiany przeszkadza, że nikt jej nie dał zgody do podpisania.
- Czemu zwłaszcza w marcu...? - pyta cicho Eliahn.
- Bo mam urodziny! - wrzeszczy Julie z wściekłością. Zaczynamy się śmiać po chwili ciszy, lecz nie jest to taki śmiech, jaki zdarzał nam się przed wiadomością o Wydarzeniu. Wynika jedynie z przeświadczenia, że czasem po prostu trzeba się pośmiać.
- Kiedy wytłumaczysz Coralie to wszystko? - pyta Eliahn.
Unoszę na niego wzrok, gotów odpowiedzieć coś z irytacją – nie lubię, gdy o to pyta – ale napotykam jego nienaturalnie zmęczony, zrezygnowany wzrok.
- Niedługo zacznie brakować roślin, a co za tym idzie, tlenu. - dodaje. - Gdzie ona właściwie jest?
- W swoim pokoju. - odpowiadam szorstko. Mała ostatnio rzadko spędza z nami czas; jeśli mam być szczery, to raczej ze mną. Ciągle siedzi u sobie i rozmawia ze swoimi zabawkami. Pozwala sobie towarzyszyć, jeśli się zapyta, ale nigdy sama nie przychodzi – zwłaszcza do mnie. Myślę, że dziewczynka przeczuwa więcej, niż nam się wydaje. Kilkukrotnie dzwoniłem do pani Eyre, w nadziei, że towarzystwo rówieśników w domu kobiety będzie miało na nią dobry wpływ, jednak telefon nie odpowiada. Szczerze mówiąc, ja również trochę tęsknię za tą głupią babą. Wiem, że ona na pewno nie rozpacza z powodu nadchodzącej katastrofy, tylko dalej dba o swój paskudny ogród, piecze ciasta i sumiennie narzeka na wszystko.
- Niedługo wszystko jej wyjaśnię. - mówię. - Wiem, powinienem już dawno, bla, bla, bla, tylko nie wiem jak, do kurwy nędzy!
- Z okazji końca świata zrobiliśmy się wulgarni. - zauważyła Julie z histeryczną ironią. - Czy to jeden z symptomów...?
- Bogowie – mamrocze Eliahn. - Dlaczego wy potraficie żartować, co? Jak to w ogóle możliwe?
- Ja nie żartuję, ja panikuję. - odpowiada mu żona. - Oszalałam, Eliahn.
Jej mąż pochyla się nad stołem i ją całuje, jakby spodobało mu się to, co powiedziała. Możliwe, że nie zostały nam już inne opcje poza szaleństwem.

1 komentarz:

  1. No nareszcie! Jednak z każdą częścią jest tylko coraz bardziej niezaspokojona ciekawość. Mam nadzieję, że szósta prędko się pojawi. :)

    OdpowiedzUsuń