Eliahn i Julie właściwie
póki co u nas mieszkają. Rytuałem stało się już wspólne,
wieczorne oglądanie wiadomości, czego dawniej nie robiliśmy właściwie nigdy. Co wieczór informacje są praktycznie identyczne:
coraz dziwniejsza pogoda, martwe
zwierzęta, wysychające zbiorniki wodne przy niskich temperaturach,
mnóstwo różnych hipotez typu ufo, ruch Antyquo, ludzie
zapewniający, że przewidzieli to o wiele, wiele wcześniej niż
wszyscy inni.
Niektórzy spotkali osoby
takie, jak Bajarz. Mądre, przewidujące. Ciekawe, czy użyły
tych samych słów, albo podobnych...?
„To nieuniknione”,
powiedział mi Bajarz. „Najwyraźniej Bogowie uważają, że to
dobre rozwiązanie. Wiem o tym już od dawna, lecz ludzie sądzą, że
to bajki” - uśmiechnął się wtedy z zadowoleniem. - „Faktycznie,
jestem dość dobry w wymyślaniu historii. Może mała chciałaby
posłuchać...?”
„Ale co to za
wydarzenie?!” - wykrzyknąłem wówczas.
„Och, koniec świata.
Znasz historię o wielogłowym smoku z rozdwojeniem jaźni...?” -
odrzekł wówczas zwyczajnie, zwracając się do Coralie. Eliahn
gapił się na niego szeroko otwartymi oczami, ja jednak wiedziałem,
że ten człowiek ani nie kłamie, ani nie oszalał.
Oczywiście, w telewizji i
radiu pojawia się też mnóstwo reklam schronów i pomysłów na ratunek.
„Użyj tego, będziesz bezpieczny!” „Schowaj się tu, to będzie
dobrze” „Zadzwoń, tylko my wiemy, co tak naprawdę się dzieje”.
My naturalnie zdajemy sobie sprawę, że to wszystko bujdy.
- Naprawdę, to cię
cieszyło? - pyta mnie raz po raz zszokowany Eliahn. Nie wiem, co mu
odpowiedzieć. Całkowity koniec całego świata, wielkie zniszczenie,
totalne, totalne usunięcie absolutnie, dosłownie wszystkiego – ma
w sobie coś uspokajająco – fascynującego, czyż nie? Żeby to
zrozumieć, po prostu trzeba uświadomić sobie, że ginie DOSŁOWNIE
CAŁKOWICIE wszystko. To trochę jak ulga dla samobójcy.
Staram się nie myśleć o
tym, że ginie też Eliahn, Coralie... nawet niezniszczalna, wiecznie
wkurzająca pani Eyre.
Moje uczucia jednak trochę
się zmieniają, bliżej właściwej katastrofy, i wcale mi się to
nie podoba. Chyba odezwał się instynkt samozachowawczy. Zaczynam
zastanawiać się, jak dokładnie nasz koniec będzie wyglądał, i
czy na pewno nie da się go uniknąć. Z tego wszystkiego wracam do
leków, i zaczynam mnóstwo palić – co mi tam, przecież i tak
zbyt długo nie pożyję.
Za to Julie ma co do tego
wszystkiego bardzo mieszane uczucia. Raz rozpacza, raz zamyka się w
sobie i milczy, raz twierdzi, że trzeba się cieszyć tym, co nam
zostało, raz wmawia wszystkim, że to bzdury. Kiedyś, kiedy oboje nie
mogliśmy spać w nocy (stopniowo potrzebowałem coraz większej
ilości leków) bez słowa usiedliśmy razem na balkonie i
zaczęliśmy palić, pijąc zieloną herbatę. Nie wiem, jak długo
tam siedzieliśmy, ale rozmawialiśmy tylko raz. Podsumowaliśmy
trafnie, zwięźle i na temat obecną sytuację.
- W niezłe gówno
wdepnęliśmy. - zauważyłem.
- No. - zgodziła się.
Następnego dnia jednak,
kiedy wokół zwiędły już prawie wszystkie rośliny, a drzewa
potraciły liście (Najgorsze w tym wszystkim było to, że Coralie
płakała z powodu jej ukochanego kwiatka o imieniu Herbert) Julie
zyskuje nową porcję energii. Wychodzi gdzieś, a gdy wraca, rzuca
o stół kuchenny znaczną ilością broszurek.
- Wielu ekspertów uważa,
że „koniec świata” to za dużo powiedziane. - oznajmia.
Eliahn śmieje się
niepewnie.
- Taa, ludzie stanowczo
przesadzają z tym końcem świata, to tylko jedna mała planeta. -
mówi.
- Nie w tym rzecz. -
oznajmia jego żona stanowczo.
- Świetnie! - mówię
ironicznie. - Schowamy się w jakimś bunkrze odpornym na koniec
świata, a gdy wyjdziemy, będzie po sprawie, ledwo zauważymy. No,
może oprócz tego, że niczego nie będzie!
- Przestań. - oznajmia
Julie. - Obniżasz morale, a to nie brzmi wcale bez sensu, nie..? O,
na przykład to... latające kapsuły kosmiczne, które po
zakończeniu całego Wydarzenia opadaną z powrotem... - czyta coraz
ciszej i wolniej.
- Wierzysz w to co mówisz?
- pytam.
- Nie, to totalne bzdury. -
odpowiada. - Kurwa! - uderza dłonią o stół. - Problem w tym, że
ja nie wyrażałam zgody na żaden pieprzony koniec świata,
zwłaszcza w marcu!
Milkniemy. Ja wyczekuję
Wydarzenia z niecierpliwością, Eliahn jest załamany, Julie dla
odmiany przeszkadza, że nikt jej nie dał zgody do podpisania.
- Czemu zwłaszcza w
marcu...? - pyta cicho Eliahn.
- Bo mam urodziny! -
wrzeszczy Julie z wściekłością. Zaczynamy się śmiać po chwili
ciszy, lecz nie jest to taki śmiech, jaki zdarzał nam się przed
wiadomością o Wydarzeniu. Wynika jedynie z przeświadczenia, że
czasem po prostu trzeba się pośmiać.
- Kiedy wytłumaczysz
Coralie to wszystko? - pyta Eliahn.
Unoszę na niego wzrok,
gotów odpowiedzieć coś z irytacją – nie lubię, gdy o to pyta –
ale napotykam jego nienaturalnie zmęczony, zrezygnowany wzrok.
- Niedługo zacznie brakować
roślin, a co za tym idzie, tlenu. - dodaje. - Gdzie ona właściwie
jest?
- W swoim pokoju. -
odpowiadam szorstko. Mała ostatnio rzadko spędza z nami czas; jeśli
mam być szczery, to raczej ze mną. Ciągle siedzi u sobie i
rozmawia ze swoimi zabawkami. Pozwala sobie towarzyszyć, jeśli się
zapyta, ale nigdy sama nie przychodzi – zwłaszcza do mnie. Myślę,
że dziewczynka przeczuwa więcej, niż nam się wydaje. Kilkukrotnie
dzwoniłem do pani Eyre, w nadziei, że towarzystwo rówieśników w
domu kobiety będzie miało na nią dobry wpływ, jednak telefon nie
odpowiada. Szczerze mówiąc, ja również trochę tęsknię za tą
głupią babą. Wiem, że ona na pewno nie rozpacza z powodu
nadchodzącej katastrofy, tylko dalej dba o swój paskudny ogród,
piecze ciasta i sumiennie narzeka na wszystko.
- Niedługo wszystko jej
wyjaśnię. - mówię. - Wiem, powinienem już dawno, bla, bla, bla,
tylko nie wiem jak, do kurwy nędzy!
- Z okazji końca świata
zrobiliśmy się wulgarni. - zauważyła Julie z histeryczną ironią.
- Czy to jeden z symptomów...?
- Bogowie – mamrocze
Eliahn. - Dlaczego wy potraficie żartować, co? Jak to w ogóle
możliwe?
- Ja nie żartuję, ja
panikuję. - odpowiada mu żona. - Oszalałam, Eliahn.
Jej mąż pochyla się nad
stołem i ją całuje, jakby spodobało mu się to, co powiedziała.
Możliwe, że nie zostały nam już inne opcje poza szaleństwem.
No nareszcie! Jednak z każdą częścią jest tylko coraz bardziej niezaspokojona ciekawość. Mam nadzieję, że szósta prędko się pojawi. :)
OdpowiedzUsuń