Tak naprawdę nie rozumiał o wiele
więcej, niż mu się wydawało, ale ona nie wiedziała, jak ma mu to
powiedzieć.
Nie była to kwestia jego głupoty.
Nie był głupi. Ale o pewnych rzeczach nie mógł wiedzieć,
zresztą, całe szczęście.
- Chodzi o to, że one wszystkie są, i
nie są o tobie – tłumaczyła mu. To znaczy oczywiście nie
tłumaczyła, tylko sobie wyobrażała, że to robi. Gdyby to
zrobiła, a on zacząłby wiedzieć o pewnych rzeczach, zupełnie nie
wiadomo, co mogłoby się stać. Możliwe, że niebo otworzyłoby się
i wyjrzałby z niego obrażony starszy mężczyzna, nakazał ubrać
się w liście, wyjść i zabrać ze sobą tego swojego pierdolonego
węża. I jabłuszko. Smacznego.
Tak czy owak, on żył sobie w stanie
niewinnej nieświadomości, którą żal było psuć. Nie wiedział i
dzięki temu był nieszkodliwy. Bardziej sprawiedliwie, naturalnie,
byłoby mu dać szansę wprowadzenia chaosu, bo przecież być może
by z niej nie skorzystał, ale nie brzmiało to w uszach dziewczyny
zbyt zachęcająco.
Bardzo wiele mogłoby się stać,
gdyby się dowiedział, że jest więcej jego niż sądził. Jezus
zapewne również byłby zaskoczony wieloletnią działalnością
swojego kółka rybackiego. Tak, w tej relacji było dużo religii,
chyba dlatego, że opierała się na wierze i jej kryzysach przez
bardzo długi czas.
Oczywiście mogła dalej wszędzie
pchać „jegość” - jego gust, jego słowa, jego upodobania, jego
całą postaciowość, czyli po prostu to jaką byłby postacią
(dobrą) rozbite na małe kawałki i powkładane w różne miejsca.
Mogła też zrywać kwiatki i sobie wróżyć, zapewne wiele
dziewczyn tak robiło, ale metoda ta miała ten defekt, że zawsze
można było zerwać kolejny kwiatek.
Mówić, nie mówić, mówić, nie
mówić.
Różni ludzie dawali różne rady, ale
wcale nie było lepszych i gorszych, byli tylko różni ludzie. I to
był cały problem.
Dlatego żyli sobie obok siebie, a on
nadal nie stanowił zagrożenia. Ani tego czegoś drugiego, co nie
jest szczególnie bezpieczne, a mimo to stanowi antonim do
zagrożenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz