poniedziałek, 20 lutego 2017

Chaos, kwiatki i nienazwane zagrożenie

Tak naprawdę nie rozumiał o wiele więcej, niż mu się wydawało, ale ona nie wiedziała, jak ma mu to powiedzieć.
Nie była to kwestia jego głupoty. Nie był głupi. Ale o pewnych rzeczach nie mógł wiedzieć, zresztą, całe szczęście.
- Chodzi o to, że one wszystkie są, i nie są o tobie – tłumaczyła mu. To znaczy oczywiście nie tłumaczyła, tylko sobie wyobrażała, że to robi. Gdyby to zrobiła, a on zacząłby wiedzieć o pewnych rzeczach, zupełnie nie wiadomo, co mogłoby się stać. Możliwe, że niebo otworzyłoby się i wyjrzałby z niego obrażony starszy mężczyzna, nakazał ubrać się w liście, wyjść i zabrać ze sobą tego swojego pierdolonego węża. I jabłuszko. Smacznego.
Tak czy owak, on żył sobie w stanie niewinnej nieświadomości, którą żal było psuć. Nie wiedział i dzięki temu był nieszkodliwy. Bardziej sprawiedliwie, naturalnie, byłoby mu dać szansę wprowadzenia chaosu, bo przecież być może by z niej nie skorzystał, ale nie brzmiało to w uszach dziewczyny zbyt zachęcająco.
Bardzo wiele mogłoby się stać, gdyby się dowiedział, że jest więcej jego niż sądził. Jezus zapewne również byłby zaskoczony wieloletnią działalnością swojego kółka rybackiego. Tak, w tej relacji było dużo religii, chyba dlatego, że opierała się na wierze i jej kryzysach przez bardzo długi czas.
Oczywiście mogła dalej wszędzie pchać „jegość” - jego gust, jego słowa, jego upodobania, jego całą postaciowość, czyli po prostu to jaką byłby postacią (dobrą) rozbite na małe kawałki i powkładane w różne miejsca. Mogła też zrywać kwiatki i sobie wróżyć, zapewne wiele dziewczyn tak robiło, ale metoda ta miała ten defekt, że zawsze można było zerwać kolejny kwiatek.
Mówić, nie mówić, mówić, nie mówić.
Różni ludzie dawali różne rady, ale wcale nie było lepszych i gorszych, byli tylko różni ludzie. I to był cały problem.
Dlatego żyli sobie obok siebie, a on nadal nie stanowił zagrożenia. Ani tego czegoś drugiego, co nie jest szczególnie bezpieczne, a mimo to stanowi antonim do zagrożenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz