Uderzenie małym palcem o mebel jest
wyjątkowo nieprzyjemne, ale uważa się tak tylko dlatego, że mało
kto kiedykolwiek podnosił górę małym palcem.
Wprawdzie u ręki, ale jednak. Całą
wielką górę, bo demonowi zachciało się zesłać na ziemię całą
masę wody. A może nie był to demon, tylko chrześcijański Bóg,
nieuczciwie utrudniający życie wyznawcom innych religii?
Tak czy inaczej, historia ta była
jednym z wielu elementów licznych hinduskich wierzeń. Sednem jest
jednak to, że między zapalaniem lampionów, świętowaniem porażek
demonów, posypywaniem kolorowym proszkiem i oblewaniem mlekiem kryło
się również drzewo sandałowe.
Sandałowiec zdecydowanie był kimś.
Zresztą cała rodzina sandałowców była kimś. Po pierwsze,
używano go w hinduskich rytuałach. Po drugie, podobno leczył
zgagę. I depresję. Ciężko określić, jak to dokładnie robił,
zwłaszcza, że był drzewem półpasożytniczym.
Prawdopodobnie znajdował odpowiednio
smutną roślinkę, wyrastał radośnie obok i przyjaźnie zagadywał,
ukradkiem podbierając jej z korzeni wodę i sole mineralne. Nic
dziwnego. Terapeucie należało płacić.
Nie, nieprawda.
Chodziło o olejki eteryczne,
pozyskiwane z sandałowca. Mało kto doświadczył pozyskiwania z
siebie olejków eterycznych, ale na pewno nie jest to nic przyjemnego
i sandałowiec, z którego wysysano bezcenny aromat, już raczej nie
mógł być radosny.
Ów aromat następnie czasem pakowano
do zbiorniczków pod ciśnieniem, dokładano mu do towarzystwa
plebejską cytrynę i już nikt nie interesował się bogatą
historią drzewa.
Od tamtej pory sandałowcem (i
plebejską cytryną) mógł pachnieć każdy. Nie musiał umieć
podnosić góry małym palcem. Pojemniki po prostu przechodziły z
rąk do rąk, od jednego złodzieja do kolejnego. Zapach zaczynały
przejmować pokoje, ubrania, w zasadzie wszystko, co tylko miało
ochotę. Wystarczyło nacisnąć na zbiorniczek.
Twórcy tej profanacji na szczęście
zostali stosownie ukarani. Spadła na nich klątwa szaleństwa.
Kolejne wyroby pachniały angielską
wsią. Albo orłem. Te zapachy są w zasadzie podobne. Zdecydowanie
jednak nie mogą dorównać ich pierwszemu dziełu i jego ogromnemu
sukcesowi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz