wtorek, 28 marca 2017

Podnieść górę małym palcem

Uderzenie małym palcem o mebel jest wyjątkowo nieprzyjemne, ale uważa się tak tylko dlatego, że mało kto kiedykolwiek podnosił górę małym palcem.
     Wprawdzie u ręki, ale jednak. Całą wielką górę, bo demonowi zachciało się zesłać na ziemię całą masę wody. A może nie był to demon, tylko chrześcijański Bóg, nieuczciwie utrudniający życie wyznawcom innych religii?
     Tak czy inaczej, historia ta była jednym z wielu elementów licznych hinduskich wierzeń. Sednem jest jednak to, że między zapalaniem lampionów, świętowaniem porażek demonów, posypywaniem kolorowym proszkiem i oblewaniem mlekiem kryło się również drzewo sandałowe.
      Sandałowiec zdecydowanie był kimś. Zresztą cała rodzina sandałowców była kimś. Po pierwsze, używano go w hinduskich rytuałach. Po drugie, podobno leczył zgagę. I depresję. Ciężko określić, jak to dokładnie robił, zwłaszcza, że był drzewem półpasożytniczym.
      Prawdopodobnie znajdował odpowiednio smutną roślinkę, wyrastał radośnie obok i przyjaźnie zagadywał, ukradkiem podbierając jej z korzeni wodę i sole mineralne. Nic dziwnego. Terapeucie należało płacić.
     Nie, nieprawda.
Chodziło o olejki eteryczne, pozyskiwane z sandałowca. Mało kto doświadczył pozyskiwania z siebie olejków eterycznych, ale na pewno nie jest to nic przyjemnego i sandałowiec, z którego wysysano bezcenny aromat, już raczej nie mógł być radosny.
     Ów aromat następnie czasem pakowano do zbiorniczków pod ciśnieniem, dokładano mu do towarzystwa plebejską cytrynę i już nikt nie interesował się bogatą historią drzewa.
     Od tamtej pory sandałowcem (i plebejską cytryną) mógł pachnieć każdy. Nie musiał umieć podnosić góry małym palcem. Pojemniki po prostu przechodziły z rąk do rąk, od jednego złodzieja do kolejnego. Zapach zaczynały przejmować pokoje, ubrania, w zasadzie wszystko, co tylko miało ochotę. Wystarczyło nacisnąć na zbiorniczek.
     Twórcy tej profanacji na szczęście zostali stosownie ukarani. Spadła na nich klątwa szaleństwa.
Kolejne wyroby pachniały angielską wsią. Albo orłem. Te zapachy są w zasadzie podobne. Zdecydowanie jednak nie mogą dorównać ich pierwszemu dziełu i jego ogromnemu sukcesowi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz