piątek, 3 listopada 2017

Najwyższy Urząd

Odbieralnia

- Halo, dzień dobry?
- Halo? Dzień dobry. Przepraszam, chyba zły numer... Z kim rozmawiam?
- Nie, sądzę, że dobry. Próbował się pan dodzwonić do pana przyjaciela – inicjały P.P, rozmiar buta 40, gra na pianinie. Mam rację?
- Tak. Tak, jak najbardziej. Ale...
- Przepraszam, proszę nie kończyć zdania. To już zbyt nużące. Chce pan zapytać, kim jestem. Otóż pana przyjaciel zatrudnił mnie jako odbierającą telefony.
- Sekretarkę?
- Nie. Odbierającą. Proszę powiedzieć, co to za sprawa.
- Właściwie...
- Po raz kolejny jestem zmuszona panu przerwać. Przepraszam serdecznie. Procedura. Proszę teraz wybrać, z czym pan dzwoni. 1 – plotka, 2 – skarga, 3 – problem, 4 – zmusza mnie do zadzwonienia poczucie przyzwoitości , 5 – sam pan nie wie, 6 – ważna informacja, 7 – niestandardowe.
- Niestandardowe.
- Na pewno?
- Nie! Nie, właściwie to mam skargę.
- Oczywiście. Moment, tylko wyjmę notatki. Inaczej mógłby pan usłyszeć nie to, co pan chce.

Zamienialnia

- Dzień dobry.
- Może lepiej pan stanie w kolejce, co, zamiast szerzyć jakieś niepopularne poglądy.
Niby zakaz palenia, ale i tak śmierdziało dymem.
- Niby zakaz palenia... - zaczął ktoś zdanie.
- Ciii! - syknęła reszta petentów, nie chcąc słuchać znowu tego samego. Na powrót zapadła cisza, przerywana chrapaniem jakiejś staruszki.
Wreszcie ten chory optymista ze swoim nachalnym „dzień dobry” wszedł do pomieszczenia przypominającego przestronny konfesjonał.
- Witam – powiedział nieco bardziej opanowanie, niż kiedy wchodził do poczekalni. Urzędniczka skinęła mu oszczędnie. - Niech mnie pani zapisze, dobra? Chcę zamienić rodzinę, umiejętność logicznego myślenia i wygodne, rozchodzone kapcie na dużą łódź i starego psa.

Pomagalnia

- Dzień dobry, mam problem.
- To doskonale.
- Tak?
- W doskonałe miejsce pani trafiła, chciałem powiedzieć. Jesteśmy tu od tego, żeby pani już go nie miała.
- Właściwie chciałabym się zabić.
- Z czym jest problem?
- Z listem. Wydaje mi się, że coś by wypadało zostawić, żeby potem o mnie nie gadali.
- Ach. Jasne. Pani pozwoli, że podyktuję.
- Tak. Tak, pozwalam.
- Więc: drodzy wstaw imię, nie radzę sobie już z wstaw odpowiednie, mam dosyć wstaw odpowiednie, świat jest a) okrutny b) straszny c) pełen słabej muzyki, jestem przytłoczona. Kocham was, żegnajcie, beze mnie będzie wam lepiej. I tyle.
- I tyle?
- Jasne.
- Dzięki. Poszło lepiej, niż sądziłam.

Kot Boga poruszył lewym uchem. Służyło do podsumowywania beznadziejnych pomysłów.
- No co? - obraził się Bóg.
- Po co to tworzysz? - zapytał układ wąsów kota.
Wszechmogący popatrzył najpierw na kota, potem na świat, widoczny w postaci zbioru cyfr na Boskim Podglądzie.
- Cholera jasna – mruknął. - Nie wiem. A ty znasz przyczynę każdego swojego działania?
„Oczywiście”, powiedziało prawe ucho kota.

1 komentarz:

  1. Jeśli kiedykolwiek zajrzysz jeszcze na ten blog, napisz do mnie. Wracam tu co średnio pół roku, zazwyczaj w momentach, kiedy mam blokadę pisarską. Jest tu coś wyjątkowego, coś wisi pomiędzy linijkami kodu html, coś niezwykłego. Chcę porozmawiać z osobą, której słowa tak mną poruszyły. Mail do konta, z którego piszę, jest straszliwie zaśmiecony, pisz więc na n.e.jeleniewicz@gmail.com

    OdpowiedzUsuń