Odbieralnia
- Halo, dzień dobry?
- Halo? Dzień dobry.
Przepraszam, chyba zły numer... Z kim rozmawiam?
- Nie, sądzę, że dobry.
Próbował się pan dodzwonić do pana przyjaciela – inicjały P.P,
rozmiar buta 40, gra na pianinie. Mam rację?
- Tak. Tak, jak najbardziej.
Ale...
- Przepraszam, proszę nie
kończyć zdania. To już zbyt nużące. Chce pan zapytać, kim
jestem. Otóż pana przyjaciel zatrudnił mnie jako odbierającą
telefony.
- Sekretarkę?
- Nie. Odbierającą. Proszę
powiedzieć, co to za sprawa.
- Właściwie...
- Po raz kolejny jestem
zmuszona panu przerwać. Przepraszam serdecznie. Procedura. Proszę
teraz wybrać, z czym pan dzwoni. 1 – plotka, 2 – skarga, 3 –
problem, 4 – zmusza mnie do zadzwonienia poczucie przyzwoitości ,
5 – sam pan nie wie, 6 – ważna informacja, 7 – niestandardowe.
- Niestandardowe.
- Na pewno?
- Nie! Nie, właściwie to
mam skargę.
- Oczywiście. Moment, tylko
wyjmę notatki. Inaczej mógłby pan usłyszeć nie to, co pan chce.
Zamienialnia
- Dzień dobry.
- Może lepiej pan stanie w
kolejce, co, zamiast szerzyć jakieś niepopularne poglądy.
Niby zakaz palenia, ale i
tak śmierdziało dymem.
- Niby zakaz palenia... -
zaczął ktoś zdanie.
- Ciii! - syknęła reszta
petentów, nie chcąc słuchać znowu tego samego. Na powrót zapadła
cisza, przerywana chrapaniem jakiejś staruszki.
Wreszcie ten chory
optymista ze swoim nachalnym „dzień dobry” wszedł do
pomieszczenia przypominającego przestronny konfesjonał.
- Witam – powiedział
nieco bardziej opanowanie, niż kiedy wchodził do poczekalni.
Urzędniczka skinęła mu oszczędnie. - Niech mnie pani zapisze,
dobra? Chcę zamienić rodzinę, umiejętność logicznego myślenia
i wygodne, rozchodzone kapcie na dużą łódź i starego psa.
Pomagalnia
- Dzień dobry, mam problem.
- To doskonale.
- Tak?
- W doskonałe miejsce pani
trafiła, chciałem powiedzieć. Jesteśmy tu od tego, żeby pani już
go nie miała.
- Właściwie chciałabym
się zabić.
- Z czym jest problem?
- Z listem. Wydaje mi się,
że coś by wypadało zostawić, żeby potem o mnie nie gadali.
- Ach. Jasne. Pani pozwoli,
że podyktuję.
- Tak. Tak, pozwalam.
- Więc: drodzy wstaw imię,
nie radzę sobie już z wstaw odpowiednie, mam dosyć wstaw
odpowiednie, świat jest a) okrutny b) straszny c) pełen słabej
muzyki, jestem przytłoczona. Kocham was, żegnajcie, beze mnie
będzie wam lepiej. I tyle.
- I tyle?
- Jasne.
- Dzięki. Poszło lepiej,
niż sądziłam.
Kot Boga poruszył lewym
uchem. Służyło do podsumowywania beznadziejnych pomysłów.
- No co? - obraził się
Bóg.
- Po co to tworzysz? -
zapytał układ wąsów kota.
Wszechmogący popatrzył
najpierw na kota, potem na świat, widoczny w postaci zbioru cyfr na
Boskim Podglądzie.
- Cholera jasna – mruknął.
- Nie wiem. A ty znasz przyczynę każdego swojego działania?
„Oczywiście”,
powiedziało prawe ucho kota.
Jeśli kiedykolwiek zajrzysz jeszcze na ten blog, napisz do mnie. Wracam tu co średnio pół roku, zazwyczaj w momentach, kiedy mam blokadę pisarską. Jest tu coś wyjątkowego, coś wisi pomiędzy linijkami kodu html, coś niezwykłego. Chcę porozmawiać z osobą, której słowa tak mną poruszyły. Mail do konta, z którego piszę, jest straszliwie zaśmiecony, pisz więc na n.e.jeleniewicz@gmail.com
OdpowiedzUsuń