Zgubiłem się.
Centra handlowe już takie są,
najpierw wabią cię jak lep na muchy, by następnie połknąć w
całości i nie chcieć wypluć.
Nie wiem, co tu robię, naprawdę nie
wiem – a to oznacza, że naprawdę się zgubiłem. Całkowicie.
Wszystko jest takie wyidealizowane, gładkie, białe, czyste i
niepomocne. Rośliny w doniczkach rosną jak żołnierze –
równiutko, sztywno, nie opuszczając miejsc im przeznaczonych. Gdyby
dało się rozmawiać z roślinami, z tymi nie byłoby najmniejszego
kontaktu.
Bo przecież się nie da, prawda?
Wiem, co mówię. Co więcej, wiem, że one nie mówią. To dobrze.
Tyle twarzy. Praktycznie nie widzę
ciał, tylko twarze – złe i wykrzywione, niezadowolone,
nieszczęśliwe, otoczone idealnym centrum handlowym. Chyba coś im
nie wyszło, a może ludzie nie lubią aż tak estetycznego
otoczenia...?
Przeraża mnie to. Nie wiem, o co im
wszystkim chodzi, czego może chcieć od życia ta cała parada Złych
Twarzy oderwanych od reszty ciała.
Dla uspokojenia zapalam zapalniczkę.
Czysty, jasny płomień. Mam ochotę przyłożyć go do którejś z
tych roślinek, i zapewnić jej wyjątkowe życie – krótkie, ale
jak intensywne! Zapamiętałaby mnie za coś takiego, za podarowanie
jej takiej ilości bólu, emocji, ale i energii, wspomnień...
To znaczy, gdyby rośliny myślały.
(Bo nie myślą, Axl, tak to jest powiedziane i ustalone i wszyscy to
wiedzą, nawet jakby ktoś bardzo chciał to zmienić, otworzyć
umysł...)Ale właściwie, kto to badał...?
Nie, wygodniej będzie założyć, że
nie myślą. Trzymamy się założeń, trzymamy się normalności. I
jazda naprzód!
Gdzie jest Helena? Chcę, żeby teraz
się tu przypadkiem znalazła. Chcę, żeby powiedziała mi, co robię
źle, i jak to jest – a co istotniejsze, jak to MOŻE BYĆ – z
roślinami. Żeby była moim ślicznym aniołkiem, żeby słuchała i
komentowała, chociażbym bredził, żeby mnie nauczyła, jak być
aniołkiem. No i żeby opowiadała z pasją o autobusach, albo mydle
z kakao, żeby czasami się bała, ale nieznacznie, i żeby łapała
mnie za ramiona i mną potrząsała, żeby coś do mnie dotarło.
Ćśś. Co mam robić? Axel, boisz
się? Tak, boję. Ale nic się nie stało, wiesz, ludzie czasem przez
ciebie bali się bardziej niż ty teraz, i nie dostałeś za swoje, i
nadal nie dostałeś za swoje... Ćśś! Przepraszam, nie chciałem.
Szukaj wyjścia, to nic trudnego, szukaj wyjścia, no już, dalej...
W swoim śnie Helena płynęła łódką
przez morze elementów sprzętu komputerowego. Wiosło co i rusz
wplątywało się jej w złośliwe kable, a ona miała całkowitą
świadomość, że to sen, więc tym bardziej działało jej to na
nerwy. Nie stresowała się, raczej myślała ze znużeniem, kiedy
wreszcie ten jej organizm się wyśpi...?
„Dziwne”, pomyślała. „Nie
stresuję się. Dosyć nowa sytuacja. Może powinnam wziąć jakieś
leki...? Zresztą, ten sen też nie bardzo przypomina mój”
- To tylko sen – dotarł do niej
nagle czyjś głos, chociaż „głos” nie było najlepszym słowem.
To była kompozycja dźwięków, niosła jednak ze sobą bardzo jasny
przekaz, który Helena doskonale rozumiała. Nie potrafiłaby nawet
nazwać instrumentów, ani tez opisać tego, co słyszała chociażby
z minimalną dokładnością, wydawało jej się jednak, że jest to
doskonały sposób komunikacji.
- Basistka – dodały dźwięki z
zadowoleniem.
- Tak jest we wszystkich książkach i
filmach. - oznajmiła Helena ze znudzeniem. - Po co mi mówisz, kim
JA jestem, przecież świetnie o tym wiem. Nie można się po ludzku
przedstawić...?
- To problematyczne.
- Problematyczne?
- Tak.
- Nie pamiętasz...?
- Nie! Nie, tylko... rozumiesz, to źle
zabrzmi.
- Przestań już. Jesteś moją
podświadomością i nakazuję ci się przedstawić.
- Ha! Gówno prawda, twoją
podświadomością. Uwaga, tu wchodzimy w strefę kiczu. Warninig, we
enter the zone of kitsh! Więc ja jestem jednym z bogów Wallen i
przyszedłem ci przekazać wiadomość. Ten sen jest, ten tego,
proroczy.
- Jakim jesteś bogiem..?
- No, spieramy się nadal co do
funkcji, jaką kto ma pełnić. Nie tym głównym. Nie tym, w którego
ludzie wierzą, jeśli chcą wierzyć w jednego Boga.
Raczej...pomniejszym. Taa. Kiedyś byłem nazywany Dionizos, potem
przez jakiś czas robiłem za boga alkoholu, muzyki, kiedy indziej
klubów nocnych, opiekuna gwiazd Rocka... ale nie zrozum mnie źle,
nie powierzali mi The Rolling Stonesów, raczej... Voracious
Jellies...
- Nie słyszałam o nich, dlaczego...?
- Nikt, kurwa, nie słyszał. Ale
schodzimy z tematu, wiadomość to: Axl ma problemy.
- Axl!
- Taa. Wystraszyłaś się, co,
laleczko? I mam jeszcze boską radę dla ciebie, ogólnie, na życie.
- Od ciebie? Czy to będzie napij się?
- Właśnie. Nawet nie tyle ty, cała
Acantha! Więcej alkoholu na próbach, to będę się wami opiekował,
aż się nie wybijecie. Cholera, parszywe zajęcie. No to do
zobaczenia, pa pa!
- Ale jakie Axl...
I wtedy przed oczami Heleny
wyświetliła się tabliczka z dwoma przyciskami, natomiast bóg
zniknął.
Koniec snu proroczego.
Scenariusz i reżyseria: bóg chlania i grania.
Opcja 1. : Obudź
się. Opcja 2. :Śnij o śliwce.
- Śliwce...? - mruknęła
Helena z zainteresowaniem i otrząsnęła się. - Axl!
Wybrała opcję jeden, i po
chwili otworzyła oczy.
- Axl – powtórzyła
półprzytomnie i sięgnęła po telefon. Była 12.00. Wybrała numer
naczelnego świra miasta Mista, pełniącego dodatkowo stanowisko
Mężczyzny Heleny.
- Halo? - usłyszała w
słuchawce i wychwyciła dziwną nutkę w jego głosie. Dziwną, ale
wcale nie obcą.
- Myjesz właśnie jakieś
okno? Wydaje ci się, ze są na nim wielkie robaki? - zapytała
sensownie, ponieważ znała go już stosunkowo długo.
- Nie.
- Więc czemu jesteś
przestraszony...?
Zaśmiał się dziwnie. To
znaczy, dziwnie w ogólnym tego słowa rozumieniu, jak na osobę a
jego stanowisku było to całkiem normalne.
- Robię coś całkiem
zwyczajnego. Spokojnie... O Jezu, są wszędzie.
- Kto?
- Siedem miliardów potworów
w niepełnym składzie! Ha, ha, ha! - brzmiał już ekstremalnie
histerycznie.
- Axl, czy ty się
przestraszyłeś ludzi? Gdzie jesteś?
W słuchawce zapanowała
cisza.
- Nie, nie ludzi. Nie tylko.
- mruknął cichutko. - Jestem w centrum handlowym, przyjedziesz po
mnie...?
- Tak, oczywiście. -
odpowiedziała, wzdychając.
To był całkiem ładny
widok. Jak z obrazu.
Axl siedział skulony na
ławce, obejmując kolana ramionami, z twarzą przykrytą zielonymi
włosami. Nie było widać ani skrawka jego skóry, wszystko
przykrywała wielka, szara bluza, wąskie spodnie, oraz fryzura.
Mijający go ludzie rzucali przelotne, zdumione spojrzenia, po czym
wracali do swoich zwykłych, eleganckich i estetycznych spraw do
załatwienia.
- Axl – odezwała się
Helena, zbliżając się.
Nawet nie drgnął, jakby
był rzeźbą.
Usiadła obok.
- Wolę ciebie od śliwek. -
powiedziała. Podniósł głowę; miał zmęczone, opuchnięte oczy,
ledwo widoczne zza potarganych włosów.
- Ja tam wolę śliwki od
samego siebie.
- Ale ja praktycznie nie mam
kubków smakowych. W czym problem?
- Nie wiem. Chyba coś
zrobiłem źle w życiu. I ci ludzie mają twarze. I doniczki mnie
nie lubią. I jestem jeden. Heleno, dlaczego!
Przytulił się do niej
gwałtownie.
- Nie wszystkie doniczki
muszą cię lubić.
- Tak, ale to złe miejsce,
między innymi przez to.
- Więc stąd chodźmy.
- Uwaga, ludzie, komunikat!
- rozległ się nagle czyjś głos, niesiony przez megafony. Helenie
z czymś się kojarzył. - Po pierwsze, VORACIOUS JELLIES NAJLEPSZY
ZESPÓŁ DEKADY! POWTARZAM, VORACIOUS JELLIES, ZACZNIJCIE SŁUCHAĆ!
A po drugie, wiadomość spersonalizowana. No, Heleno, spójrz na
niego, spójrz na Axela.
Helena odsunęła go od
siebie.
- Co... kto to? - wychrypiał
Axl.
- Co? A... znajomy, nie
zwracaj uwagi.
Zarejestrowała zielone
włosy, rozczochrane i opadające na twarz. Opuchnięte od płaczu,
ale szeroko otwarte oczy, wpatrujące się w nią z nadzieją. Wątłe,
luźne ciało pod bluzą. Kąciki niedużych ust lekko opadające do
dołu.
- Mój Axl. - doszła do
wniosku.
- A teraz wyobraź sobie –
kontynuował bóg chlania i grania – Że w jego głowie jest
lustro, lustro odbijające. Ha, ha, ha! Patrz!
I wtedy cały teren galerii
handlowej odwrócił się do góry nogami. Nikt nie zwrócił na to
uwagi, nic nie spadło, ludzie nadal załatwiali swoje sprawy, tylko
głowa w inna stronę. Sufit zniknął, a Axl jako jedyny runął w
dół, pociągając Helenę za sobą.
- Co ty odwalasz! - zdążyła
zmówić krótką modlitwę Helena, zanim uderzyła o posadzkę.
Wokół niej panowała niemal idealna ciemność.
- Gdzie on jest? - warknęła
z rozdrażnieniem, podnosząc się. Była na tyle zła, że wszystkie
myśli o tym, o ile bezpieczniej jest w kulce dla chomika, niemal
wyparowały jej z głowy. Ktoś powinien zdjąć tak
nieodpowiedzialnego człowieka ze stanowiska boga.
- Gdzie KTO jest...? -
odpowiedział jej przekorny głos, dobiegający z ciemności.
- Axl! - zorientowała się.
- No, owszem, Axl. Chyba.
Albo i nie? Bez znaczenia.
Nagle dziewczynę oślepiło
rażąco jasne światło. Zamrugała.
Znajdowała się w wielkiej
sali, przypominającej koloseum. Kulka dla chomika powoli, acz
stanowczo wtoczyła się w jej myśli. Nie mogła wydobyć z siebie
głosu.
- To jest koloseum, aniołku.
- głos Axela, nie wiadomo skąd dochodzący. Brzmiał, jak ktoś
bardzo pewny siebie, i bardzo zadowolony. - Zgadnij, co się robi w
koloseum...?
Cisza.
- Walczy! Och, tak, walczy
na śmierć i życie i takie tam. Bla bla bla. - żadnego strachu w
głosie, żadnej niepewności.
Znów odpowiedziała mu
cisza.
- Ojej, aniołek nie mówi,
aniołek nie rozmawia... Niedobrze. Nie jesteś tu sama.
Cisza.
„Jak w syndromie”,
wkradła się myśl do głowy Heleny.
- Bo jesteś tu ZE MNĄ! Ha,
ha , ha! Jeezu, chciałbym mieć coś takiego w piwnicy. Takie
piękne.
I wtedy równocześnie
zaczęli krzyczeć, natomiast z najwyższego punktu trybun zwaliła
się w dół ludzka postać. Axl.
Mniej więcej sekundę
później znalazł się przy Helenie.
- Nie chciałem cię
przestraszyć, nie chciałem cię przestraszyć – powtarzał,
spanikowany bardziej niż ona.
- Ale przestraszyłeś! -
wykrzyknęła i spoliczkowała go.
- Zrób to jeszcze raz.
- Oszalałeś!
- Tak!
- Axl!
- Albo wytargaj mnie za
włosy, no, dawaj!
- Ale ty tego nie znosisz!
- Gówno prawda.
- Nie znosisz!
- Masz rację, aniołku.
- Wiem. - uspokoiła się. -
Axl.
- Tak wyszło, skarbie. -
wymamrotał. - Chyba nie najlepiej, co...? Co ja mogę... Może porwę
ci ślicznego, dobrego faceta, jakiego sobie wybierzesz? Co? I
będziecie razem żyli długo i szczęśliwie, bo z Axlem... sama
wiesz...Nie słuchaj mnie, proszę! Nie zgadzaj się! ...ale tak, tak
mógłbym zrobić. Chcę dobrze dla ciebie.
- Wiem. - powiedziała i
pocałowała go. - Posłuchamy tych Jellies, okej?
- Okej.
I świat odwrócił się
ponownie.
Brakuje reakcji "Aaa, co tu się dzieje?! Aaa, to jest genialne!".
OdpowiedzUsuńWoow dziewczyno! Masz talent! Bardzo przyjemnie się czyta.. chyba skuszę się na wczesniejsze!
OdpowiedzUsuńZajesuuuuuper.
OdpowiedzUsuńTak zajrzałam do tego opowiadania, do którego link podałaś na grupie na fb (Stowarzyszenie Niezależnych Pisarzy), to i przydałoby się jakoś skomentować, chociaż pisarzem bym się póki co nie nazwała i bardziej doświadczona raczej też nie jestem, jednak nie musi to być przecież przeszkodą do wyrażenia swojej opinii. Komentarz ten pisałam w dniu, w którym dodałaś tamten link, a więc to było jakiś czas temu, ale jakoś nie mogłam się ogarnąć przede wszystkim czasowo, jednak stwierdziłam, że jak będę zwlekać i jeszcze przeglądać później to, co napisałam, to nie doczekasz się tego komentarza. Z drugiej strony, myślę, że nie ma też co zmieniać to, co już się wyraziło w opinii zaraz po przeczytaniu, tak więc w wersji niezmienionej piszę tu, żeby nie pisać tego pod postem ze względu na długość, jakiej się spodziewam po sobie. Jeśli chodzi o samą historię, jest poprowadzona w interesujący sposób, czyta się szybko i lekko, przez co nie jest to męczące. Podoba mi się to, jak wykreowałaś tytułowego bohatera. Jest... wiarygodny, mimo że nie do końca „normalny” (w takim powszechnym rozumieniu tego słowa). Takie postacie zawsze są dla mnie najciekawsze, bo skłaniają do własnej analizy, a nie ma nic lepszego, jak główkować nad naturą, sposobem myślenia, charakterem i uwarunkowaniami postaci, co jednak nie wyszłoby, gdyby nie był on przekonywający. Nie żeby pozostali bohaterowie nie byli ciekawi. Helena bardzo dobrze sprawdza się w roli odpowiedzialnej, rozważnej kobiety, która pojawia się, gdy Axl ma kłopoty, a styl wypowiedzi Dionizosa naprawdę kojarzył się z tym, jaką rolę przypisywano mu w mitologii. Większość informacji o postaciach zawarłaś w dialogach, z których można było wywnioskować niektóre ich cechy. To dobry sposób na uniknięcie zbędnych opisów, a i dla czytelnika taka forma również jest ciekawsza. Tyle chyba na razie mi przychodzi do głowy, tak na szybko, natomiast nie byłabym sobą, gdybym nie przyczepiła się do błędów i nie wyłożyła swoich uwag w kwestiach czysto technicznych. Sprawa pierwsza – interpunkcja: ogólnie nie ma większych zastrzeżeń, a te, które są, dotyczą tylko paru przypadków, takich jak spójniki „i”, „albo” i „ani”. O ile „i” występowało niejednokrotnie, to nie zawsze powiedziałabym, że rozpoczynały wyrażenia nierównoważne, czasem po prostu przecinek był dodany, choć nie widziałam w nim uzasadnienia, na przykład: „Wybrała opcję jeden, i po chwili otworzyła oczy” (przecinek jest zbędny). Tak samo było przynajmniej raz w przypadku pozostałych dwóch spójników. Kolejna rzecz to dialogi. Jeśli po wypowiedzi narracja rozpoczyna się od czynności nie związanej bezpośrednio z samym faktem wypowiadania się, wtedy po samej wypowiedzi nie ma kropki, natomiast narracja rozpoczyna się wielką litery. W przypadku gdy ta czynność ma związek z tym faktem, na przykład są to wszelkie określenia typu: „powiedział”, „rzekł”, „odparł” itp., wtedy pisze się je małą literą, ale po wypowiedzi nie ma kropki. Jeszcze jednym błędem, jaki występował, to przecinek przed imiesłowami przymiotnikowymi. Kiedy można je postawić, to można, są to najczęściej sytuacje, gdzie chce się rozróżnić dwa fragmenty zdania jako nierównorzędne, ale nie zawsze taki zapis pasuje (przykładu chyba tak na szybko dobrego nie wychwycę). To chyba z grubsza wszystko, co przyszło mi do głowy podczas czytania, mogłam o czymś zapomnieć, ale tak to jest, jak się coś robi w pośpiechu, mam jednak nadzieję, że do istotniejszych kwestii się odniosłam...
OdpowiedzUsuńJako „nieautorka” powiem tylko, że ta historia ma tak jakby kilka części. To znaczy, że jest wykreowany pewien świat i pewne postacie w nim, które w różnych alternatywnych wersjach mają ze sobą różne relacje. Historia Axl'a to coś stworzonego bardzo dokładnie. Jego dzieciństwo, dorastanie, rodzina, szkoła - wszystko zostało przemyślane i wszystko z czegoś wynika. Helena to jedna ze starszych postaci. Wykreowana bardzo dawno temu i stawiana w bardzo wielu sytuacjach. Można by powiedzieć, że na niej testuje się inne postacie – ich zachowania, funkcje społeczne, kreuje się nawyki itp.
UsuńJako osoba odpowiadająca za stronę techniczną bloga (między innymi przepisywanie tekstów na komputer) zapowiem tylko, że coś w stylu kontynuacji pojawi się niedługo. Jednak nie będzie pociągnięty ten wątek, a pojawi się zupełnie inny, jednak nadal związany z tą dwójką bohaterów.
Dziękuję bardzo za tak rozległa opinię. Faktycznie, chyba mam trochę problem z interpunkcją, zwłaszcza, jeżeli chodzi o przecinek przed "i" - zwracano mi już na to uwagę, ale najwyraźniej bezskutecznie. Jednak staram się z tym walczyć! Bardzo staram się również unikać opisywania postaci, aby czytelnik miał szansę sam je "poznać".
Usuń